Wioletta Ciesielska –urodzona w 1980 roku w Łodzi. Laureatka „XI Ogólnopolskiego  Konkursu Poetyckiego im. Janusza Różewicza”, którego pokłosiem jest jej debiutancki tomik Krańcówka Litzmannstadt. Publikowała m.in. w „Breg Art”, „Helikopterze”, „Obszarach Przepisanych”, „Wytrychu”, „Cegle”, „Inter-”, „Tlenie Literackim”, „Drobiazgach” , „Wakacie” i „Śląskiej Strefie Gender”. Redaktorka „Babińca Literackiego”.

 

czemu nie mamy już koni   


paniąteczko w żłobie leży, któż przybieży?
tak ubogo narodzony, płacze w stajni

konia za łeb trzyma, tarmosi, rży, drży, drze się.
pierwsza gwiazdka mruga, trza nam za nią iść.
ona wskaże żula w żłobie, żuli luli laj.

podkowy na ścianach nie potrafią już stuk-stuk o drzwi do sza-fy.
stary sprzedał konie, psy, stadninę. zbudował arkę, potworny chlew –
co oni tam robili z lwami!

pletli warkoczyki w grzywach, masowali grzbiety, kazali studiować
klucze ptaków (one przeżyły pierwszy potop)
i przejść na vege – ludzie sami się zjedzą.

 

wata z mgły nasiąkła tak, że pies nie widzi własnego ogona   

nie ma co dusić, jak cytrynkę, szczęścia nie będzie.
będzie za to dużo pracy (z mniejszą płacą),
będą kijanki (z których żaby) i na bezrybiu ryba.

bez obaw, zmieścimy się wszyscy.

nie tłoczcie się jak skarpety w staniku,
nie wypychajcie poduchą brzuchów i grzbietów.
każdy ustąpi miejsca, przepuści, przytrzyma drzwi.

spokojnie, wszyscy wsiądziemy do windy (nie ma żadnej kolejki).
ona jeździ tylko w dół. tyl-ko w dół . bez zatrzymywania na piętrach.

przed językiem, za zębami, okrągłymi sylabami 

 

i wyraźnie wszyscy mówić do mnie, bo ja jestem nietutejsza.
mam warkocze i spódnicę, a w niej pełne garście mirabelek.

#biczowaniepokrzywamipołydkachjestdobre
na krążenie jest dobre, jest dobre na ukrwienie,
na ogólny ład (pod kiecką w łączkę, żeby głupoty
do łba nie przychodziły). wieczorem paciorek i lulu

spać. wy podłe dziewuchy, co wy se myślita, żem ja taka owaka, jak wy?
mnie mateczka kąpie w mleku (takim ze śluzem ślimaka). za mną kawalery
ustawione w równiusieńkim rzędzie. ja na grzędzie. bez ściemy

bujam się, bujam i z tym i z tamtym. spódnica w górę – raz, dwa
i po robocie. szastam nogą – brud spod laćka ino trzaska. po kątach

#tamgdziestrzelająniemusiszbyćprzytem*
chowają się, patrzą niby na mnie, a na wylot (z tyłu głowy)
zerkają zachłannie. ja wiem, to nie do pomyślenia. dlatego
myśli lecą spod grzebienia i rozgniatam je paznokciem.
strzelają.