Majka MARIA ŻYWICKA-LUCKNER 

Urodzona na Lubelszczyźnie, szkołę średnią ukończyła w Nałęczowie. Absolwentka Akademii Medycznej w Lublinie. Mieszka i pracuje w Warszawie. Uprawia poezję, aforystykę i malarstwo (olej, akwarela).

Wydała arkusz poetycki – „A w górze szum skrzydeł ” /1995, Unia Polskich Pisarzy Lekarzy/, tomy  wierszy: „Biała akwarela” /2001, Unia Polskich Pisarzy Lekarzy/, „jezusy moje” /2009, Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie/, „ macanka na spoko i trendy” /2017, Unia Polskich Pisarzy Lekarzy /oraz prozę: „w cieniu afery. dzienniki więzienne” /2017, Unia Polskich Pisarzy Lekarzy/.

Utwory aforystyczne zamieszczone zostały w „Wielkiej encyklopedii myśli i aforyzmów” pod redakcją prof. J. Glenska /1995/ , „O miłości wszelakiej”/1995/., „Od pierwszej miłości do grobowej deski. Aforyzmy i refleksje o małżeństwie” /2011/.

Odznaczona Złotym Krzyżem zasługi przez Prezydenta RP za działalność twórczą kobiet „Europa jest wśród nas”. W 2011 r. odznaczona przez Społeczną Kapitułę medalem Jakuba Wojciechowskiego. Laureatka wielu konkursów poetyckich. Należy do Unii Polskich Pisarzy Lekarzy i Warszawskiego Stowarzyszenia Twórców Kultury.

 

dzień ustnej harmonijki

 

co zrobimy z tak pięknie rozpoczętym dniem ustnej harmonijki. – co zrobimy?

zabawę w:  grzebać w nozdrzach boga. nagabywać zatłoczony kościół. na krótko.

 i tylko po zmierzchu. nie robi się przejrzyściej od tego że rozumiem w który kącik

ust pocieknie ci ślina. zimne koszule nie tają od kształtu. powiedz naszym psom że

umarłeś bo mogę cię znaleźć zanim strzelisz focha i wyjdziesz przed śniadaniem.

 

tylko próbuję nie być psem

 

najuczciwsze drinki podają na kruczej. i pierwszy dopadasz wiadra. nigdy nie

byliśmy tak blisko zlizywania śladów. ani jednego słowa o nienarodzonych

dzieciach. wolę czystą zmrożoną sytuację z wilczej. nasz belgijski owczarek

zagryzł się w od środka ryglowanych  drzwiach. od tej pory nie podnoszę

tylnej nogi za wysoko. i ciągle nie wiem które to miasto się odszczekuje.

 

nic nie znaczący szczegół z bzykaniem w tle

 

zabrakło dziewczyny od charlesa b. może nigdy nie było tych czterech

grających w brydża na jej płaskim brzuchu. karmisz mnie chłodną liryką.

mroczno tu  od nadmiaru komarów. stoimy w strachu bo zwierzę po szyję

zapięte w ogień. rozniecimy się główką od zapałki. rozstąpią się ciemni

bruneci. i czarny zapach tej małej od muzyki której podarujesz różę.