foto: Marcin Rutkiewicz

Karol Maliszewski, dr hab., adiunkt w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego; poeta i prozaik, krytyk literacki. Opublikował kilkanaście tomów wierszy, liczne utwory prozatorskie i szereg zbiorów tekstów krytycznoliterackich, m.in. „Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy”, „Rozproszone głosy. Notatki krytyka”, „Pociąg do literatury. Szkice z Dolnego Śląska”, „Wolność czytania”, „Poezja i okolice. Między krytyką literacką a historią literatury”. Jest autorem książki dla dzieci („Przypadki Pantareja”) i współautorem podręcznika „Jak zostać pisarzem”. Mieszka w Nowej Rudzie.

 

Łącznica

 

Łączę stosowne

z niestosownym, ale koniecznie muszę

się tak wyrażać

w granicach wyrazów

znanych z innej strony

 

i gdy tak krzyczę do słuchawki

że łączę że się łączy

że tu się chce łączyć

nigdzie indziej to wiem że coś

zgubiłem

 

i nie ma wyjścia

są tylko wyrazy wcześniej połączone

przez kiedyś żyjących

ożywionych możliwością łączenia

 

i coś z tego do nas dociera

choć inskrypcja na plecach

przydrożnego krzyża zatarta

 

a ten który tam ukląkł

przecierając zroszony piaskowiec

odpowiada zażenowany:

 

łączę wyrazy

 

 

 

Jeżeli pusty „szparagi”,

 

to otwórz folder „rozpacz”,

odnalazł się po latach w czeluściach, błyszczy

po deszczu i wschodzi gwiazda na portalu,

na którym opowiadamy sny,

 

dziwiąc się językowi, że sprostał.

A nasz burmistrz rapuje w lokalnym

radiu: „Nazywam się smutek,

taki jest pandemii skutek”.

 

Nazywam się syn rozpaczy,

zachorowalność wzrosła wśród kopaczy,

chcą nas odciąć od kraju

jak zgniłą nogę w maju.

 

Nazywam się skutek,

szukam wdzięcznej przyczyny,

choć podobają mi się inne dziewczyny,

to tylko ta się liczy,

która wyrosła w dziczy, burmistrzu

 

światła ci się w mieście nie zapalają,

zrób z tym porządek, prawo samo

się znajdzie

 

jeszcze tej nocy.

 

 

 

Szop-poetry. Z Randalla W. Jacksona

 

Ciepły zderzy się z zimnym

i wtedy dopiero dojdzie do nas słowo

front, w huku piorunów

 

nad szopą; przepracowany olej,

wysłużone deski i pośród nich

ja, między pajęczyną

 

a rozjechaną drabiną, wśród schnących

ścierek, rozsypanych gwoździ,

z których wiele da się wyprostować;

 

a jeśli się wysłużyło, to znaczy,

że się zasłużyło? Bo się coś

wypracowało? A chuj.

 

 

Randall W. Jackson – w swoim rodzinnym Ohio uważany za najgorszego grafomana. Mnie zainteresował. To, co przedstawiam Czytelnikowi, jest bardziej rojeniem na temat jego wierszy, niż ich tłumaczeniem.