Elżbieta Lipińska, poetka, prawnik, ur. w Warszawie, mieszka we Wrocławiu. Wydała  pięćksiążek poetyckich: „Pożegnanie z czerwienią”(Mamiko2007), „Maj to łagodny miesiąc”(Polnord- Wydawnictwo Oskar2008), „Rejestry”(Biblioteka Tyskiej Zimy Poetyckiej 2011), „Na końcu języka” (Mamiko 2013), „Kamienie” (Fundacjana rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza 2017). Laureatka kilku konkursów poetyckich, w tym Tyskiej Zimy Poetyckiej. Wiersze drukowały także czasopisma m.in. Autograf, Red, Fraza, Cegła, Wakat, Odra, Portret, Gazeta Wyborcza, Rita Baum, Helikopter.

Wiersze Elżbiety Lipińskiej zamieszczone zostały w antologii „Wschód-Zachód. Wiersze z Ukrainy i dla Ukrainy”(2014), „Nielegalny prąd”(2016) i „Przewodnik po zaminowanym terenie” (2016).

Wiersze w tłumaczeniu znalazły się w „Anthologii#2” wydanej przez Oficynę Off_press w Londynie.

 

Las kategoryczny

Las dla każdego znaczy co innego.
Mój las jest sosnowy, z niewielką domieszką świerku,
ma poszycie jak miękka poduszka z piasku, igliwia i kępek mchu,
jak mój pierwszy. Więc kiedy słyszę słowo las,
widzę majestatyczne nagie pnie, prowokujące do uniesienia głowy,
żeby się przekonać, czy one gdzieś się kończą i co jest dalej.

Lasy liściaste, spotkane znacznie później, rozczarowały mnie
i tak już zostało. Są chaotyczne, zabałaganione, bez charakteru,
wszystko jest w nich rozmazane i nieostre. Ani śladu majestatu i tajemnicy.
Więc teraz, kiedy spotkam sosny, wjeżdżam tunelem wprost w dzieciństwo.
Nie było łatwo unieść głowę tak wysoko, żeby wreszcie zobaczyć ciemną,
soczystą zieleń, a – ryzykując utratę równowagi – może i kawałek błękitu czy złota.

Ten zielony kontur, jak wycięty żyletką na tle ostrej jesiennej niebieskości,
przyniósł mi potem inny las, oglądany z perspektywy miękkiej piaszczystej poduszki,
podścielonej, żeby pomniejszyć i tak już zbyt wielki zawrót głowy:
niebo niebieskie nade mną, prawo moralne za lasem.

 

 

Mały poemat anarchistyczny

1.Gra

Zapraszamy państwa do udziału w nowej,
ekscytującej grze „Mała anarchistka”!
Ta gra dla całej rodziny* umili państwu
długie zimowe wieczory, gdy za oknem szaruga,
a wokół panoszy się obezwładniająca nuda.
Gra przeznaczona jest dla 2-4 osób.

 

Kolejne rzuty kostką, jak w starym poczciwym Chińczyku,
przenoszą wasze pionki poprzez kolejne pola.
Celem gry jest dotarcie do środka planszy,
gdzie znajduje się Mała anarchistka.

 

W miarę posuwania się do przodu zdejmujecie państwo
kolejne warstwy kamuflażu,
aż na koniec najlepszy gracz dociera do
– teraz już całkowicie nagiej – Małej anarchistki.
Zwykły Chińczyk? Otóż nie. Zależnie od drogi,
wybranej przez gracza, w centrum może nastąpić
implozja albo eksplozja.

 

W tym pierwszym przypadku
anarchistka ponownie otacza się warstwami kamuflażu
i gracz wraca na pozycję wyjściową. Drugi to zwycięstwo!
Od czego to zależy, przekonać się możecie państwo
Tylko kupując nasz nowy fascynujący produkt.

 

Nie stój! Nie czekaj! Już dziś dołącz
do grona wielbicieli Małej anarchistki!

 

* parentaladvisory

 

2.Mała anarchistka dołuje

 

Od dwóch tygodni nikt nie wyciągnął pudełka,
pokryło się kurzem. Gra okazała się trudna
i niewdzięczna, a ludzie lubią mieć łatwo.
Nie dość, że się nakombinujesz,
na końcu zawsze czeka niewiadoma.

 

Nagroda czy stracony czas, ten,
który, powiedzmy sobie jasno,
można by spędzić z pilotem w ręku.
Nigdy nie wiesz. Co innego pilot,
on nie odmawia, zmiany dyktujesz ty.

 

Anarchistka jest jeszcze mała.
nie wie, że ciekawość i odwaga staniały.
Uczy się tego w szafie między
Chińczykiem a strzelanką.

 

3.Nowe życie małej anarchistki

 

Między kurzem, jedynym jej gościem
a uwięzioną anarchistką – zaiskrzyło.
W szafie nastąpił wybuch.
Po otwarciu drzwi ze środka wydobył się dym;
na dnie znaleziono szczątki opakowania.

 

Nastąpił ciąg nieprzewidzianych wydarzeń.
Drgające szczątki multiplikowały się w niepojętych reakcjach,
których źródła nie pojmowały najtęższe nawet umysły.
Próbowały wyrwać się z zamknięcia na wszelkie sposoby
z iterowanym dylematem więźnia na czele.

 

Gra była wszystkim, graczy pokonać należało
każdą dostępną metodą, czy była nią udawana przyjazność,
czy mściwość czy chwilowa skłonność do wybaczania
skutkująca powrotem do współpracy z graczami.

 

Drogą gwałtownie przyspieszonej ewolucji dokonywała się
rewolucja. Zasady gry zostały definitywnie złamane,
a nowe mała anarchistka ani myślała ustanawiać.
Od tej pory, myślała, gram bez zasad.

 

Ograniczona natężeniem szaleństwa liczba graczy,
którzy są w stanie przystać na brak zasad,
uczyniła grę ekskluzywną. Koneserów
zapraszamy do gry, rienne va plus.

 

4.Pożegnanie

 

Koneserzy zaproszeni do gry, ale odzew mizerny.
Wiosna, pora kiełkowania  i eksplozji,
jednak luksemburskie różyczki
mimo usiłowań nowych ogrodników
mają się raczej kiepsko. Nie służy im
odczyn upraw, wbrew okrzykom
„w służbie anarchii” obojętny.

 

Deklarowany głośno hazard po lekkim dmuchnięciu
okazuje się być zasłoną dymną i to nawet
nie ze świecy, ale z papierosów, dla odważniejszych
z własnych upraw na balkonach.

 

Na widok graczy przyrośniętych do stołków
małą anarchistkę mdli.
Postanawia wyrwać się z szafy i ruszyć w świat
w poszukiwaniu prawdziwych towarzyszy.
Rozglądajcie się bacznie wokół siebie,
może to właśnie wy będziecie wybrani.

 

O obrotach

 

Samolot w słońcu zostawia po sobie ślad, ścieżkę, która coś nam wskazuje.
Parę drzew wskazuje ten sam kierunek. Intencje wydają się podejrzane.
Polizanie błyszczącego liścia grozi śmiercią. W jaskrawości coraz częściej
myślimy o ostrożnym świetle jesieni.

 

Wracamy na ziemię. Na ścianach dają po oczach graffiti,
seks księżniczki z odległych galaktyk przytulają się do androgynicznych androidów
albo rozdętych bicepsów. Psychodeliczne błyskawice burzą, a może budują, atmosferę.
W kącie lekko zatarte graffiti ostrzega: na wszystko  przyjdzie czas, a wtedy będzie las.

 

A tymczasem ostrz, kobieto,  ostrz.
Wszystko, nawet tępe ołówki.
Ostrz, kobieto,  ostrz,
przyprawy są remedium na nudę.

 

Ostrz, kobieto,  ostrz.
Nakłuj blade,  zarumień je krwią.
Ostrz, kobieto,  ostrz,
Wykręcaj się siostro ostro.