Dariusz Sas – Urodziłem się w 1965 roku. W literaturze używam tylko nazwiska. Pracowałem gdzie się dało: na Atlantyku, na Bałtyku, w bibliotece, w fabryce maszyn rolniczych, w fermach drobiu, w Rosji, na Łabie a najdłużej w szkole, z której to wyrokiem sądu w 2018 (pobicie patrolu policyjnego i obrażanie funkcjonariuszy wierszem) zostałem jako pracownik państwowy odsunięty na czas określony paragrafami karnymi. W tym sensie czuję się przedstawicielem poetów nękanych.
Ćwiczenia z pisania wierszy rozpocząłem od 1981 roku. Od 1987 roku we Wrocławiu zacząłem współtworzyć życie w kulturze słowem wyznaczanej, poprzez udział w konkursach poetyckich, współpracę  z plastykami i muzykami, samodzielne akcje – happeningi (np. Śmierć Becketta, Poeci w knajpach, Poeta Pucybut, Karuzela Brothers – Poet Poet, Akcja Wojaczek czy trwający jeszcze happening zarobkowy – Zjadacze Chleba w Anioły).
Współredagowałem i promowałem pismo „kARTon”, współpracowałem z pismem „Rita Baum”. Moje teksty (proza, poezja, recenzje, eseje, wywiady) były publikowanew antologiach z Dolnego Śląska i pismach literackich (np. „Odra”, „Notatnik Teatralny”, „Pomosty”).
Udało mi się zmaterializować swoje teksty poetyckie w dwóch książkach:  „Komentarze”, Niebieski Ptak, Wrocław 2001, „Zaśpiewy rynkowe”, Stowarzyszenie Kulturalno-Artystyczne „Rita Baum”, Wrocław 2016. i zamierzam zrobić to samo z  trzecią, już przygotowaną.
Moje wiersze były – są – śpiewane przez zespół rockowy „Friktal” oraz chór kameralny „Cantores Minores Wratislavienses” i właśnie te , zostały wydane na płycie Rafała Augustyna „Sub Iove” w 2016 roku.
Poza tym w sierpniu 2018 przygotowałem do druku i opracowałem wiersze-piosenki Krzysztofa Kamana-Kłosowicza „Oddech”. 

 

Kury,

są głupie, lecz jeśli się je „przygotowuje do śmierci”, okazuje się, że są jeszcze głupsze. Duże podobieństwo do ludzi, ale i duże różnice. Pomyślcie, czy ktoś z ludzkiego nasienia poczęty, ten który widzi i rozumie, że jest przeznaczony na przemiał i tyle jego, ile mu sypną do klatki, czy taki ogłupiały człowiek w bezceremonialnym momencie, tym ostatecznym WON, mógłby siknąć swemu oprawcy w gębę? Drobna, ale znacząca różnica – nasrać, nasikać i wykrzyczeć swoje OJEJ! MAMAN! MAMAN! (bo to kury francuskie) O JEZU! KRŁA!
Nie, ludzie są bardziej ogłupiali. Przynajmniej w takiej sytuacji. Nawet gdy wszystko wiedzą, mówią: dobrze, przepraszam, dziękuję. Przecież wiecie (lub uwierzcie), że każde następne miejsce, do którego trafiamy jest bliższe prawdy osłanianej przez złudzenia? nadzieje? Zesztą sami dobierzcie słowa kłamliwe, jeżeli chcecie tkwić w amoku, mówić: nie, to niemożliwe albo bzdura, albo czy nie możemy zmienić tematu?
Owszem, możemy. Odprowadziłem do kontenerów śmierci kilkadziesiąt tysięcy kur. Po pierwszej setce wszystko się powtarza, nawet wyjątki. Dlatego wolę żarcie roślinne, to znaczy takie, które nie śpiewa, nie krzyczy ( czasami kury krzyczą jak mewy), nie naśladuje głosów wszystkich stworzeń opuszczonych i samotnych w bólu, przerażeniu, bezsilności.

Ciągle otwarte powieki, próba zatrzymania akcji – mnie jeszcze nie wziął więc siedzę u nogi kata. cicho. udaję, że nic się nie dzieje. może ktoś wreszcie coś zrobi, może mnie nie zauważy. I w końcu łapsss… Jeszcze krzyk? śpiew? onomatopejowanie? trzepotanie? dziobanie? Wreszcie sik, sranie i spokój. Głową w dół i tam gdzie zawiozą.

 

Oto jak państwa dbają o zdrowie obcokrajowców

Dax. Dzwonię pod numer 113 i mówię, że Arab sprzedał mi haszysz nasączony jakimś chemicznym gównem (chemical shit). Mówię, że czuję się kiepsko, bo nie o to mi chodziło, że chcę pomocy (l’hôpital – jedyne słowo jakie znam po francusku), a pani mi na to, że Polacy, Szwedzi i inni innostrańcy, którzy się tu pałętają, niech dzwonią do swoich poradni. Mówi mi to we francusko – angielskim fak-off i trzaska słuchawką z tym cukrowanym boon-łi. Stoję w budce z dwoma pikami na karcie, w nocy – wyrzucony z dyskoteki przez czarnoskórego bramkarza, bez jaj – mówię sobie – Polak we Francji. Przed utratą przytomności wyobraziłem sobie Ukraińca w Wejherowie. Potem dreszcze, już tylko dreszcze – taka empatia.

 

Z tomu „Zaśpiewy rynkowe”:

Człowiek


Człowiek chciałby porozmawiać z drugim Człowiekiem
Ale boi się tamtego Człowieka

Człowiek boi się rozmawiać z drugim Człowiekiem
Mówi że nie ma czasu na pogawędki

Zaczął traktować siebie jako wyjątkowego mieszkańca planety
Odczłowieczył się Człowiek

Popękał na kilka części i zrosnąć nie może
I z każdej rodzi się drugi i trzeci inny Człowiek