Bożena Kaczorowska – poetka, moderatorka i organizatorka spotkań poetyckich z cyklu „Inne Oblicze Poezji” prowadzonych w klubokawiarni Grawitacja na warszawskim Powiślu oraz w klubokawiarni „Jaś i Małgosia”na warszawskiej Woli. Laureatka kilkunastu konkursów poetyckich, w tym – I miejsce (Toruń 2013)”O liść konwalii” im. Zbigniewa Herberta  ,  II m. Nysa  (2013) „Orzech” im.  Kozarzewskiego –  Nagroda Prezydenta Łomży  (2013). II m. Jaworzno (2013)  „ O Złotą Lirę”, I m. „ O Srebrny Kluczyk” w Charzykowy ( 2012), I m. OKP Kruszwica – Kobylniki (2012), II m. OKP M. Hłaski – Chorzów ( 2011), II m. OKP  im. K. Hoffmana, –  Bydgoszcz (2011), II m. „ O Laur Łyny”  –  Olsztyn (2011), I m. TJW Łomianki, (2011) itp. Debiutowała tomikiem „Punkt obserwacyjny” (MaMiKo, Nowa Ruda 2013). Dwukrotnie nominowana w konkursie im. W. Iwaniuka do nagrody głównej o tomik (2011, 2013). We wrześniu 2016 roku, ukazał się drugi tomik autorki pt. „Akty niedonoszone”, który został zakwalifikowany do nagrody im. W. Szymborskiej w 2017 r.. Swoje utwory publikowała m.in. na łamach „Zeszytów Poetyckich”,w Akancie, Odrze, Wyspie, e-tygodniku „Pisarze.pl”, w”Gazecie Kulturalnej” oraz w licznych almanachach pokonkursowych i antologiach ogólnopolskich. Mieszka i pracuje w Warszawie.

 

Udowadniać wyższość pędzla Degasa nad pędzlem Rafaela

Łowiliśmy wszystko wzrokiem, jak te rybki, żółwiki; kto kogo
pierwszy wyłowi z sieci. Stukały w klawisze dzięcioły palców.
Można było zamiast tego obejrzeć jakiś film, przebrnąć
przez ciekawą książkę, albo zweryfikować pozycje
(wydawnicze).

Lub zwyczajnie wybrać się w podróż. I odwiedzić stare śmieci.
Ale, nie! – my chcieliśmy udowadniać wyższość pędzla Degasa
nad pędzlem Rafaela, by nasze ciała zmieszały się w całym
tym balaście farb i werniksów. Świateł i cieni. W półświatek myśli.

Chcieliśmy zmieniać muzea jak rękawiczki. I patrzeć na wszystko trzeźwym okiem.
Nie cackaliśmy się ze sobą. Ograniczał nas czas, tak różny dla naszych kontynentów.
Był niczym bieg rzeki dzielony na „stąd” i „stamtąd”. Gdy nagle„stamtąd” mogło
skończyć się właśnie „w tym” miejscu. Jak sztuczne kwiatki na klombie, które
pragną choć jeden raz w życiu narodzić się z cebulki. By zwabiać pszczoły i motyle.
Cały ten rój.

A nocą, niczym świetliki, zapalać pod brzuchem miłosne latarenki.
A nie, jak te psy! – obwąchiwać się tylko z daleka.

 

Zatrzymać karuzelę. Wyskoczyć?

Nasze mieszkanie ma dwa zamki, królewno – a ty narzekasz, że to marne: „em-trzy”.
Powiedz coś! – Niech wreszcie padną te słowa, a potem się podniosą. Bo życie,
królewno, czai się w nas jak pantera. I gotowe jest czasem na skoki w bok.

Gryziemy się ze sobą, bo przytłacza nas najeżone iglicami miasto. Z trzynastego piętra
rzuca się w oczy drapieżna panorama miasta. Tu gończe psy-buldożery gryzą ziemię
i warczą na stare cegły wykopane z środka placu.

Przez wielką płytę słychać jak sąsiad posuwa żonę. Ciche uderzenia deszczu, szybkie
kiełkowanie nasion. I jak pięknie puszcza się fiołek w słońce. Słone i gorzkie. Słodkie i mdłe.
Te wszystkie cykle, w których komarzyce rządne są krwi, a samcy trzymają się z daleka.

Mrówko, mróweczko, wykopana z kopca metra na powierzchnię ziemi. Zgięta w pół niczym
harfa krzewu na wietrze szarpiesz się wciąż bez wytchnienia. Z krótką przerwą na lancz,
na beztroską lawinę śmiechu. A za plecami uporczywe tykanie zegara, któremu czas
ucieka z tarczy.

 

Pies na baby

W kawiarnianym ogródku karmisz mnie piwną ambrozją.
Piana wylewa się z kufla, więc piję ją duszkiem. Z ulicy
dolatują do nas: śmichy chichy.

Kobiety w mini, mężczyźni także niczego sobie, –
nie żałują. Wytatuowane wilki mijają ze spokojem
uskrzydlone motyle. Po szyjach pełzną tarantule.
Wiją się wodne węże w zakolu podbrzusza.

Pełni entuzjazmu podziwiamy cały ten ekshibicjonizm ulicy.
Chodnikiem idzie blondynka obcięta na chłopaka. Jej szpilki
wwiercają się w wyobraźnię mężczyzn a wycięty w serek
tiszert podkreśla wylewność trójki.

Każdy się oblizuje, choć nikt nie pije teraz piwa.
Biegniesz za nią wzrokiem jak jakiś pies na baby.
Jestem w kropce, dla tego dla niepoznaki stawiam
przecinek w tym miejscu – (,).