Janusz Radwański – urodził się w 1984 roku. Wydał książki z wierszami: Księga wyjścia awaryjnego (Brzeg 2012), Chałwa zwyciężonym (Olkusz 2013), Kalenberek (Warszawa 2017) i Święto nieodległości (Warszawa 2018). Opublikował trochę wierszy i przekładów z ukraińskiego w prasie literackiej.  Folkowy i ludowy basista, muzealnik. Ojciec Hani, Franka, Łucji, Kaliny i Mileny. Mieszka w Kolbuszowej Górnej.

 

Martwy pies. Tribute to Suska

 

Śnił mi się zmarły pies, że wrócił do domu

(zmarły? zaginiony? w sumie nie wiadomo

pewnego dnia po prostu pobiegł gdzieś za suką

przeszukałem wszystkie rowy, nie znalazłem trupa).

Wiedział, że nie wolno, ale wszedł do domu

Zmarłemu czy zaginionemu (w sumie nie wiadomo)

wolno przecież wszystko, jest chwilowo poza

zasięgiem. Spytasz czy spytałem o to, co za.

No weź. Psy nie mówią. A poza tym one

całe swoje życie są po drugiej stronie.

 

Światło

 

Nie brakuje mi słów, po prostu potrzebuję mało. Mógłbym grac sam burdon.

One raczej nie pomogą Tybetańczykom, Kurdom rżniętym od tej wioski

ledwie o parę godzin. Znam granice, nie że się na nie godzę.

Jeśli na coś liczę, to na to, że oddech między frazami to ten,

którego ci kiedyś brakło. Cokolwiek nadto będzie cudem.

Na razie odstęp. Światło.

 

Pierwszy wiersz bez negacji

 

It’s 106 miles to Chicago, we have a full tank of gas, half a packet of cigarettes, it’s dark and we’re wearing sunglasses.

Elwood Blues

 

Akceptujesz warunki umowy? Oba okienka są, że akceptujesz. Gdzieś był zakręt,

za którym weszliśmy w ciąg okienek. Jeśli cię to interesuje, to myślę o tym, jak

o szeregu słusznych sprawek. Robisz, co należy, jedziesz dalej,

prawie jesteś w prawie. Jeśli spotyka cię coś dobrego, to ludzie.

Jak złego – ich traumy i zadry, nie oni. Znasz ten sztafaż, południe,

główna ulica, tylko nie masz broni i kapelusza, za to setki wahań.

Jeszcze parę zakrętów i po wszystkich strachach. Mamy ciemne okulary,

a na polu jest ciemno. Jest w tym wszystkim jednak jakaś ładna daremność.

Bak pełny do połowy. My do połowy puści.

Cokolwiek jest za zakrętem, musimy temu odpuścić.

 

Krążenie

 

Jest noc, idzie sierpień. Trzeba się będzie rozjechać.

Tyle żalu powiozę, że mógłbym  ludzi rozgrzeszać.

Wstają mgły znad Wisły. Robi się zimno jak w niebie.

Nóż mam zawsze w kieszeni, żeby dzielić się chlebem.

Resztka ciepła w powietrzu, dobre pogłosy w głowie.

Gdy będę patrzył na mapę, zobaczę krwiobieg.

 

 

Przeprawa

 

Pamiętam coraz mniej, ale raczej dobre. Pamięć mi się poprawia.

Na przykład Tarnobrzeg. Tam była przeprawa, liny między brzegami,

czarna woda i siarka. Jedyna rozrywka dla dziecka.

Zardzewiała barka wożąca wartburgi i niedzielnych wędkarzy.

Powinienem pamiętać ich zmęczone twarze, ale nie pamiętam.

Przeprawa. Coś jakby święto. Co by było, gdyby urwały się liny?

Wtedy nie wiedziałem. A teraz tak płynę.