Agnieszka Żuchowska-Arendt (ur. 1983.) – poetka („Biała masa tabletek” 2005 i „Gutenmorgen” 2019), autorka opowiadań („Znikomat” 2009), tłumaczka literatury południowosłowiańskiej.

 

 

 

* * *

– Mamo, mamo! Poznałem dziś nowego przyjaciela! Ma na imię Judasz!

– Jezusie, umyj ręce przed obiadem!

 

* * *

 

mam przywilej bycia człowiekiem

a to oznacza

że moje życie nie skończy się rzeźnią

(chyba)

bo przecież i tak

tak samo jak inni

ludzie i zwierzęta

zostanę zjedzony/a

 

nie wiadomo

czy lepiej zostać zjedzonym przez ludzi

czy przez robactwo

 

mam przywilej bycia człowiekiem

a to oznacza

że robaki muszą jeszcze poczekać

one

nie są wybredne

demokratyczne raczej

zadowolą się teraz

przejechanym psem

jeżem

 

albo kawałkiem zbutwiałego salcesonu

 

Nie-sen albo nie wolno zamykać oczu na mydlenie

Łukaszowi M.

toaleta na dworcu PKP to ostatnie miejsce

gdzie człowiek powinien czyścić sobie ręce i paznokcie

a jednak

nagle za przezroczystą pleksą przyjaciel z dzieciństwa

też musi czyścić ręce i paznokcie

 

– To niemożliwe! – krzyczy na mój widok. – Co za spotkanie! Scena jak z reklamy mydła kolejowego,

no wiesz, tego małego, co to zawsze leży w WC w pociągu,

a przynajmniej powinno, bo przeważnie go nie ma…

– Wiem – odpowiadam i zbywam milczeniem fakt, że nikt nigdy nie zrobi reklamy tego mydła, bo nie ma po co.

– To chyba najczęściej kradzione mydło na świecie – dodaję.

 

przyjaciel się zgadza ale zastrzega że to bardzo kiepski slogan

bo wiadomo że mydło z pociągu też było kiepskie

ale tylko takie się czasem zdarzało

a sama wiara w boga wbrew obietnicom nie oczyszczała po robocie brudnych rąk ślusarza ani górnika

teraz rozumiem dlaczego ciotka Teresa przynosiła z zakładu różowe połcie mięsa, kiełbasy                      i polędwice

wyciągała pospiesznie z brązowej torby a babcia jeszcze szybciej chowała do lodówki jakby nawet w domu bały się przyłapania

 

– Co to? – pytałam. –  Skąd ciocia ma te mięsa i kiełbasy?

 

Ciotka zawsze wtedy bladła, a babcia odpowiadała spokojnie, że to nic,  że mi się wydawało,                    a kiełbasy i mięsa, to moja matka dzisiaj przed południem kupiła.

„Byłaś w szkole to nie widziałaś jak przynosiła”

Obie dobrze wiedziały, że ich bóg tego zabrania.

Dlatego potem ciotka długo klęczała pod ołtarzem, żeby przeprosić za grzech.

Głodnych nakarmić!

Niedobra była komuna, że mi na to pozwalała! – myśli Teresa i drży, co powie bogu, gdy ten zapyta, czemu nie pozwoliła nam zdechnąć.

Zbyt prosta żeby do wynoszenia mięsa z państwowego zakładu dorobić sobie kartę opozycyjną.

A ja oddycham z ulgą, że nie wspomniałam, jak u nas nazywano podłużne bloki mydła z dziurą w środku, jakby specjalnie na korbę –

dlatego kojarzyło się z pedałem od roweru.

Nie uśmiecham się, gdy słyszę, że mój przyjaciel nie może wziąć w Polsce ślubu z narzeczonym,

bo nasza wolność na to nie pozwala.

– I patrz – mówię – dla ciebie nic się nie zmieniło.

– W osiemdziesiątym pierwszym nie było mnie jeszcze na świecie – odpowiada odruchowo.

– A teraz jesteś?