Jesień nie zdążyła się jeszcze do końca wyjesiennić, zaokienne szarości wyszarzyć, a tu z lamusa, może z dna szafy, wysuwa nos zima, by lada śnieg zacząć się mościć i zmieniać nam krajobraz, garderobę, nastrój. Rozszalały poetycko listopad (spleenowi na pohybel?) ściągnął zainfekowanych wierszem redaktorów szafy do Kalisza na II Festiwal Poetycki im. Wandy Karczewskiej, tydzień później do Chorzowa na X Port Poetycki. Rozmetaforyzowani i – co tu kryć – towarzysko rozpasani zapadamy powoli w grudzień, hamujemy, oglądamy się za siebie, zaglądamy uważniej w bliskie twarze, przeglądamy w pamięci te, których brakło. Pozwalamy sobie na inną czułość, na tę wśród nocnej ciszy. Może warto zaryzykować małą kontrabandę i w kieszeniach zimowych płaszczy przemycić coś z tych dni do nowego roku?

Izabela Fietkiewicz-Paszek