Zbigniew Milewski (ur. 1969 roku w Sosnowcu d. w Zagórzu) – poeta, krytyk , autor pięciu książek poetyckich, redaktor antologii poetów warszawskich „Miasto Nowego Milenium. Debiuty po 1988 roku”. Jego wiersze znajdują się w licznych antologiach, m.in. Warszawskich Jesieni Poezji, „Macie swoich poetów”, „Noc Poetów”. Laureat wielu głównych nagród w ogólnopolskich konkursach i turniejach poetyckich, m.in. „Nadchodzące Pokolenia”, „Łódzka Wiosna Poetów”, Warszawska Jesień Poezji, Liścia Konwalii im. Zbigniewa Herberta w Toruniu, im. Haliny Poświatowskiej w Częstochowie (kategoria po debiucie). Z wykształcenia prawnik. Mieszka w Warszawie. Tłumaczony na język angielski, rosyjski i chiński.

 

Z tomiku „jednego mniej”, Warszawa, SDK 1992

1. Goya maluje ciało Mai nagiej

wdziękiem rzeźbi
niepokój bioder chęć piersi
wśród perfum subtelnych
bez niej

2. jesień

-Iwonie Tondys

na wieś zajechała jesień
stara panna
mówią że choć bogata i ładna
nie potrafi kupić kochanka
co by ramieniem objął
w posiadanie

wpierw
artystę głuptaka
zaciągnęła w redlinę kartofli
gdzie ją malował żółtą farbą
potem odcieniami czerwieni i brązu
chichotały kartofle aż pogubiły liście
a ona dyszała
w ciężkich klipsach jarzębin

teraz wędruje od chałupy do chałupy
roznosi bukiety białych i liliowych wrzosów

to dla moich tak licznych przyjaciół

a na wsi gadają
że kurwa
że głupi kto nie skorzysta
więc biorę w usta
jak inni
jej twarde i soczyste śliwki
wypluwam pestki

 

Z tomiku: „Zły Erotyk”, Warszawa, Duo Print 1997

3. zły erotyk

-żonie

miał być cień a

zakwitły kasztany
i noce krótsze
od rwanych oddechów

miał być cień więc
z uporem bydlęcia

obdarowujemy siebie
suchołuską
nie drżeniem konwalii

i zakwitł nam cień

 

4. refreny z Kajem

tak tu inaczej. bezustanny
szum samochodów
jak od górskiego potoku.
tak inaczej pąki
wypełniają się zawiązkami
liści kwiatów. tak

oberwać je. oberwać
wszystkie. ustrzelić
szpaka zwiadowcę i tego
następnego. i niebo

zakląć o przymrozki. niech
pokryją pąki. niech
śniegowe burze nie dopuszczą
by ławki zakwitły
zakochanymi. niech

nie będzie wiosny. bo po co
tobie? no po co?

 

Z tomiku: „kiedy bogowie mają weekend” ( wyd. Łódź, Astra 2008)

5. tatkowie i córki

* * *

brawo Salome !

i ma urwanie głowy
na talerzu psalm
* * *

sztukmistrz otwiera łzę

przebita mieczem śpi
w magicznym pudle

 

6. zamki

nieważny jak słowa i sens. nie liczą się
po zabawie. tu byłem groźnym królem
zamków z piasku, kamienia, w drzewie.

tak jest i miało być według scenariusza

od dziecka. pada światło poprzez kraty
z brzozowych gałęzi. w ciemnym lochu
zamilkło. między korzeniem i pniami

staniemy twarzą w twarz do przemowy.

nie uratuje mnie wiersz. świat ucieka
w milczenie. napina miny i zrzuca biel

korony z kapelusza. zapisane w ruinach

ważne jak słowa i sens – spadają kleszcze

jedyneczka

dziewczyny rządzą a Tati udaje Greka
jest ustalone jak urodzi chłopczyka
to będzie sobie rządził ale nie urodzi

Tati zamknij oczy i otwórz kogo widzisz
ten wygrywa i pcham cię z tego miejsca
bo to jest moje miejsce a nawet jak twoje
to cię wypcham bo to ja jestem twoja
ukochana jedynaczka jest ustalone

jedynka na kościach zawsze wygrywam
Tati zamknij oczy i otwórz zobacz
na każdej kości we wszystkich kubeczkach
są same jedynki a tu twoja liczba sam
mówiłeś że to twoje przeznaczenie od Boga
zobacz też dwie jedynki więc nie mów
żadne jedenaście i daj do zabawy tego
małego siedzącego Tati tu do łóżeczka

i nie udawaj Greka że nie wiesz która lalka
o tobie mówię Tati do zabawy

 

7. somiraj

córka bawi się
w aniołka
leży na śniegu

śnieżą się pierzą
rączki w skrzydełka

a teraz Tati
weź moją łopatkę
i zasyp mnie

dobrze