Sabina Wawerla-Długosz – Rocznik 78, katowiczanka, absolwentka UŚ w Cieszynie na kierunku: Edukacja Filozoficzno-Społeczna. Od ponad 18 lat ukazują się publikacje w prasie Społeczno-Kulturalnej, głównie: „ŚLĄSK” „ARKADIA” „Opcje” „WOBEC”, „Wyrazy” „e-Faust” „Instynkt” pisarze.pl ,Nowa Gazeta Literacka. Śląska Strefa Gender, Polska-Canada.  Audycja poetycka w Radiu Katowice, wywiady w lokalnych rozgłośniach i prasie. Wyróżnienia w Konkursach poetyckich, III miejsce w XXI Ogólnopolskim Konkursie im. Rafała Wojaczka.
W roku 2015 ukazał się tomik „Sprawozdania z obserwacji” wyd. Miniatura, Kraków. Współpracuje z internetowym pismem kulturalnym „WOBEC” publikując recenzje krytycznoliterackie.
Pomysłodawczyni i prowadzącą Forum Literackie w MDK „Południe” w Piotrowicach, przy którym odbywa się cyklicznie Turniej Jednego Wiersza. Wolontariuszka  i od czasu do czasu współpracuje ze Stowarzyszeniem „Dress For Success Poland”.
.

MARIAN  I MOC

Słońce wystrzeliło z procy dnia. Duszno, ospale, leniwie
Odpowiedziały członki na takie zakusy, zaloty.
Patrzę na Mariana jak powłóczy nogami dzielnie przyjmując
 na siebie kostkę brukową, jak balansuje próbując utrzymać
poważnie zachwianą wątrobę, w jako takim ładzie.
Utrzymać w ogóle.
Wieloletni kryzys i zmiany płynów ustrojowych, przyoblekły
Go w znaczny już grymas, Ręce rozdarte pomiędzy abolicją
A drżeniem nie dają ciału najmniejszej pewności.
Proceder zaprzestania potrzeb uczynił z Mariana więźnia
Nieprzewidzianych następstw, ofiarę bezwarunkowego układu sił,
Gdzie: Oni, to dla niego wszyscy i ja, i ty, schowani pod kapturami
Mobilnie dobrych zasad.
Jedyne, w co Marian wierzy, to naturalne składniki i destylacja.
Czysta przyjemność czerpana u źródła, więc modli się Marian żarliwie
Niekiedy przez tydzień bez przerwy i nieraz miewał olśnienia.
Teraz się boi. Wychodzi przed dom i obserwuje.
Prawie wszyscy go znają, więc nic nie zmienia.
Dzisiaj Marian nie był sam, nie dał rady, oparty na ramieniu
Współtowarzysza, dzielili powszedni chleb-wodę życia.
Moc była z nimi. Pokonali pół rynku, dwie ławki i zacieniony róg.
To dobry wynik, dystansujący przeciwników o jakieś kilkanaście
Procent wzwyż i choć trudno uznać to za fart, udało się, znów
Wykręcili, co mogli z dnia.
Jutro stężeje krew. Jutro mięsień zatamuje ruch.
Jutro będzie znów. Jeśli Marian da.

……………………………………………………………………..
                                                                                                                        .        
WYCIĄGNIJ MNIE Z GŁOWY

.
Wyciągnij mnie z głowy- mówi trzyletni Ksawery rozłożony na
 kuchennej posadzce, przeglądając się w szybce piekarnika.
To wystarczy by doszło do dezintegracji istoty schematu i wywrócenia
Do góry nogami kilku zapijaczonych lat, co oznacza, że nie wszystko
Było fikcją i spokojnie można przystąpić do rozwinięcia uśpionej akcji.
Patrzą na mnie obumarłe kadry i wywołują niekończące się flesze. Aż ciepło
Od takiego przyspieszenia, głowa wpadła w szkwał i śnieg oblepił ekran.
To jest możliwe i właśnie teraz oglądalność maksymalnie wzrosła, teraz, kiedy
Nie widać już nic. Nie pytaj jak to się dzieje, to jest i już, piękna możność jak
 Pierwsza ujrzana zorza, zagarnia cię, wchłania, je po kawałku, mlasku mlask!
Ten sfatygowany efekt motyla dotarł w końcu zza siedmiu mórz i trzech lat.
Nie mogło być inaczej, już wiem, człowiek składa się ze słów i włosów łonowych,
Gruczołów zachwytu i zniewolenia, z wszystkiego, czego by chciał i wszystkiego
Czego nie ma. Kość z Odysei nie była mitem, dotarła aż tutaj bez udziału Kubricka
Otworzyła się częstując szpikiem, jakbyś przez miliony lat nie mógł jeść. Smacznego.
Ostatnia, pierwsza wieczerza bez niestrawności i wzdęć, spożyta do syta, tańczy
W umyśle jak spóźniony gość.
Nie wyciągaj mnie z głowy, chcę podróżować, patrzeć, wdychać, smakować dopiero, co odkryty ląd.
 
……………………………………….
.

 NA POCZĄTKU BYŁA MYŚL

.

Dobrze wiesz, o czym myślę. Na początku była myśl, nie słowo.
I choć to ryzykowna teza, mam to gdzieś, najważniejsze, że ty w
To wchodzisz. Wszystko inne jest bezimiennym echem i obija się
O ściany poranku podnosząc niepotrzebny kurz.
Mogliśmy zagarnąć połacie łaszących się do nas zdarzeń i zbudować
Z nich solidny schron, ale woleliśmy nie mieć planów i codziennie
Wybywać na kolejny łów. Zebraliśmy pokaźną kolekcję poirytowanych
Twarzy i kompanów całodobowych układanek, w sam raz na jeden łyk.
Przestrzeń nie woła już nas, głodna, zarośnięta, rozrzucona po czterech
Stronach zwinęła majdan i poszła w las.
Dobrze wiesz, o czym myślę i tego się trzymajmy, to nasza tratwa pośród
Potoku słów, z których, co drugie ma najeżony grzbiet i powód, dla którego
Warto nas oskalpować, a zasuszone główki wystawić na allegro, bez licytacji
Jak zagrzybiały grat. Jednak to tylko teoria i kombinacja w oparciu o kilka
Mniej lub bardziej ważnych przesłanek. Tak teraz myślę, że jeśli Ty i ja, mamy
Tak samo, to przyjdzie nam w końcu otrzeć się o kanibalizm. Tylko nie wiem
Czy lepiej częściowo, na raty, czy też bez ceregieli od razu? Szczerze mówiąc
Byłoby szkoda pozbawić siebie możliwości dialogu, dopuścić do tak dotkliwych
Strat. I tak jak słychać, nie biorę pod uwagę, że to mogę być ja i zapewne vice versa.
Po co nam schron, skoro mamy siebie. Póki, co, jeszcze. Z pewnością do końca
Będziemy smakować, ucztować, zachodzić ruchem w ruch.

…………………………………………