Finalistka Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina. Publikowała w Odrze, Autografie, Obrzeżach, Nowej Okolicy Poetów, Cegle, Szafie, Trumlu, Arteriach, Arkadii, Dyskursie. Laureatka kilkunastu ogólnopolskich konkursów poetyckich, W wrześniu 2005 roku ukazał się jej debiutancki tomik Człap story. W 2010 roku zostały wydane dwa tomiki poetyckie autorki: Jeszcze się tu pokręcę (nominacja do Nagrody Literackiej Nike) – nakładem Instytutu Mikołowskiego oraz Proszę nie płakać wydany przez SAPiK w Szczecinku (jako główna nagroda w OKP Malowanie słowem).    

We wrześniu 2015 roku ukazał się czwarty tom poetycki – Gustaw znikąd wydany przez Zaułek Wydawniczy „Pomyłka” w Szczecinie. W listopadzie 2015 r. wydany został  debiut prozatorski Mirki Szychowiak – Gniazdozbiór (wydawnictwo ME-KOMP).  2016 rok – to kolejna książka poetycka – Jakie to życie jest krępujące (Fundacja Duży Format Warszawa). Finalistka Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania. Jej teksty znajdują się w antologii dolnośląskiej literatury Rozkład jazdy, w Warkoczami. Antologia nowej poezji;  We wrześniu tego roku wiersze Mirki Szychowiak, przetłumaczone na język ukraiński,  znalazły się w „Nielegalny prąd. Antologia wierszy wrocławskich i podwrocławskich w wyborze Jacka Bieruta”. Jej teksty tłumaczone były również na język włoski, a także  angielski: w dwujęzycznej antologii Free over blood wydanej w październiku przez Off_Press i Zeszyty Poetyckie oraz w European Literature Network. W październiku 2016 roku ukazał się piąty tom poetycki  – Jakie  to życie jest krępujące ( Fundacja Duży Format – Warszawa). W tym roku w miesięczniku „Nowaja Polsza” – ukazały się wiersze autorki tłumaczone na język rosyjski.  M. Szychowiak  mieszka w Księżycach pod Wrocławiem.

 

 

czekać

 

Widzę dziurawy chodnik i kulejącego człowieka, który

nie patrzył pod nogi, to pewne. Przeszłam bezpiecznie

obok, a on wciąż tam stał i gapił się w górę, jakby

czekał, aż coś spadnie. Specjalnie dla niego wyląduje

na tym dziurawym chodniku i powie: jestem.

Stałam zamiast iść dalej, przestało się liczyć, gdzie

szłam i po co, bo poczułam, że muszę zaczekać

 z tym człowiekiem. Nie pamiętam, kiedy ostatni

raz czekałam na cokolwiek, a to taki piękny stan.

 

Bryndza

 

Tak się śpieszyłam – mało snu, więcej

życia. Zamknęłam otwarte listy i książki

w ziemi, żeby zawsze były pod ręką.

Zaszalałam parę razy, trochę uciekałam

trochę wracałam. Hodowałam czule

depresję i inne, łatwo zapadalne stany.

 

A potem odwołali koniec świata. Żadnych

wyjaśnień, nikt nie przeprosił. Bryndza.

Nie byłam na to przygotowana, znowu

trzeba się rozgrzebać, otrząsnąć z tego

przestrachu i zwolnić. Tak się nie robi.

 

 

Krucha

 

Te katastrofy  dzieją się bez świadków, wszędzie

rozrzucone szczątki, zachowały się nawet

odciski, parę ostatnich listów, dziwnym trafem

zdarzają się nawet zdjęcia całkiem rodzinne.

Chowam w sobie czarną skrzynkę, nie będę

niczego im ułatwiać. Nie wiem dokładnie

co się tam zapisało i nie chcę wiedzieć, przecież

powinni  tu być  i coś z tym polem po bitwie

zrobić. Teraz, kiedy jest już prawie po wszystkim

trudno  znaleźć jakąś intymność, spokojne

miejsce, żeby pomyśleć, co poszło nie tak.

Gdzie się zgubił ten pięknie zaplanowany świat

wypełniony niekoniecznie po brzegi mną?

Ocknęłam się w momencie, kiedy już mnie

nie ma w spisie rzeczy poszukiwanych.

W innych rejestrach też jestem  skreślona.

 

Tak kończy się czasem  zbyt ambitny program
na swój temat. I żadnych śladów we mnie.
 

Do ucha

 

Nie na te brzegi idzie wielka fala – w czasach, gdy małe
wody gonią się jak wściekłe. Wpuszczeni w kanał szukają
uskoku, a ja nie umiem pływać, więc spokojnie tonę.
Nasza droga planeta cierpi na depresję, dlatego szuka
wsparcia wśród najbliższych krewnych – jest tylko małe ale:
nikt się nie chce przyznać, że coś go łączy z tą kupą
nieszczęścia. Mogłabym spróbować, ale właśnie tonę
– wyjścia nie widzę, bo jest z innej strony i nim to zrobię,
muszę dopłynąć i potem wybrać – czy osiąść na dnie
czy dać się wypluć fali i coś uratować. I bądź tu mądra
i nie bądź frajerką, kobieto z dziurą w głowie i blizną na krzyżu.

Skończyłam, możecie odejść. Nie zostawiajcie klucza, bo jeszcze
coś otworzę i jeszcze gdzieś pójdę i komuś opowiem o tym,
jak się tonie, a potem żyje w tych najgłębszych dziurach
i jak się traci oddech, choć oddychać trzeba. Idźcie. Ale wracajcie.

 

Fru

 
Chłopcy z drogówki pokazują mi przejście
dla pieszych. Wiem gdzie są pasy, ale
omijam je; szykuję się do skoku na drugi
brzeg ulicy. Stopa wsparta na krawężniku
– pochylona, obliczam odległość.
Chłopcy w myślach liczą ze mną, grożą palcem;
od tygodnia mamy próby odpornościowe.

To taka mała obsesja, Janku. Patrz, tam
stoi budka z popcornem, pachnie
na kilometr, a ja bym chciała bez kolejki.

Pogasły wszystkie światła, nie mam świateł
wcale, na popcorn nie mam i co ze mną będzie,
Janku? Tutaj pusty chodnik i ja taka
rozmemłana. Tabletki przestały pilnować,
a na czczo – coś ciągnie do krawędzi,
każe iść tam, gdzie nie można się zmieścić.
Gdybyś mnie wtedy przeniósł na inną stronę,
nie musiałbyś dzisiaj warczeć, a ja się ulatniać.

I tak mi teraz wstyd, bo ty się wstydzisz
za mnie. Ale czy można coś z tym zrobić?
To już nie na moją głowę.

 

Koło

 

Nie wiadomo, dokąd uciec,
– wszędzie grasują seryjne ofiary,
wychodzą z bram pochylone, uległe
jak biedne kurwiątka, których
się nie posuwa, tylko za wygląd
daje piątkę i odchodzi.

Gonią cię jak zbiega, znają każdy
zakręt, dopadną – to pewne.

Ale za którymś razem
coś pęknie i już nie będzie zgody
z naturą, urodzi się w tobie gorszy
z braci, chwyci za gardło i powie,
że waszą matką jest zaciśnięta pięść.

I tak, jak planowali, zaatakujesz
pierwszy. Polubisz tę drapieżność.
Wtedy zaczniesz się bać.