Mirka Szychowiak – finalistka Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina, Publikacje między innymi w Obrzeżach, Nowej Okolicy Poetów, Undergrunt, w Cegle, Trumlu, Arteriach, Arkadii. II nagroda w Ogólnopolskim Konkursie im. C. K. Norwida, I nagroda na I Ogólnopolskiej Biesiadzie Poetyckiej w Świdnicy, I i III m. W OKP “Krajobrazy słowa”. We wrześniu 2006 roku ukazał się jej debiutancki tomik Człap story. W 2010 roku zostały wydane dwa tomiki poetyckie autorki: “Jeszcze się tu pokręcę” (nominacja do Nagrody Luterackiej Nike 2011), nakładem Instytutu Mikołowskiego oraz “Proszę nie płakać” – książkę wydaną przez SAPiK w Szczecinku (jako główną nagrodę w OKP “Malowanie słowem”. Wiersze autorki znalazły się także w dwujęzycznej antologii “Free over blood” wydanej w październiku przez Off_Press i Zeszyty Literackie. Mirka Szychowiak mieszka w Księżycach pod Wrocławiem.

 

Do ucha

 

Nie na te brzegi idzie wielka fala – w czasach, gdy małe
wody gonią się jak wściekłe. Wpuszczeni w kanał szukają
uskoku, a ja nie umiem pływać, więc spokojnie tonę.
Nasza droga planeta cierpi na depresję, dlatego szuka
wsparcia wśród najbliższych krewnych – jest tylko małe ale:
nikt się nie chce przyznać, że coś go łączy z tą kupą
nieszczęścia. Mogłabym spróbować, ale właśnie tonę
– wyjścia nie widzę, bo jest z innej strony i nim to zrobię,
muszę dopłynąć i potem wybrać – czy osiąść na dnie
czy dać się wypluć fali i coś uratować. I bądź tu mądra
i nie bądź frajerką, kobieto z dziurą w głowie i blizną na krzyżu.

Skończyłam, możecie odejść. Nie zostawiajcie klucza, bo jeszcze
coś otworzę i jeszcze gdzieś pójdę i komuś opowiem o tym,
jak się tonie, a potem żyje w tych najgłębszych dziurach
i jak się traci oddech, choć oddychać trzeba. Idźcie. Ale wracajcie.

 

Fru

 
Chłopcy z drogówki pokazują mi przejście
dla pieszych. Wiem gdzie są pasy, ale
omijam je; szykuję się do skoku na drugi
brzeg ulicy. Stopa wsparta na krawężniku
– pochylona, obliczam odległość.
Chłopcy w myślach liczą ze mną, grożą palcem;
od tygodnia mamy próby odpornościowe.

To taka mała obsesja, Janku. Patrz, tam
stoi budka z popcornem, pachnie
na kilometr, a ja bym chciała bez kolejki.

Pogasły wszystkie światła, nie mam świateł
wcale, na popcorn nie mam i co ze mną będzie,
Janku? Tutaj pusty chodnik i ja taka
rozmemłana. Tabletki przestały pilnować,
a na czczo – coś ciągnie do krawędzi,
każe iść tam, gdzie nie można się zmieścić.
Gdybyś mnie wtedy przeniósł na inną stronę,
nie musiałbyś dzisiaj warczeć, a ja się ulatniać.

I tak mi teraz wstyd, bo ty się wstydzisz
za mnie. Ale czy można coś z tym zrobić?
To już nie na moją głowę.

 

Koło

 

Nie wiadomo, dokąd uciec,
– wszędzie grasują seryjne ofiary,
wychodzą z bram pochylone, uległe
jak biedne kurwiątka, których
się nie posuwa, tylko za wygląd
daje piątkę i odchodzi.

Gonią cię jak zbiega, znają każdy
zakręt, dopadną – to pewne.

Ale za którymś razem
coś pęknie i już nie będzie zgody
z naturą, urodzi się w tobie gorszy
z braci, chwyci za gardło i powie,
że waszą matką jest zaciśnięta pięść.

I tak, jak planowali, zaatakujesz
pierwszy. Polubisz tę drapieżność.
Wtedy zaczniesz się bać.