Marzena Orczyk-WiczkowskaAutorka debiutanckiego tomiku pt. „Grypsy z Panoptikonu” (MaMiKo 2010). Laureatka konkursów literackich i poetyckich, m.in. ogólnopolskich konkursów im. R. Wojaczka (Mikołów), St. Grochowiaka (Leszno), K. Ratonia (Olkusz), J. Bierezina (nominacja do nagrody głównej). Nagrodzona Poetycką Nagrodą R.M. Rilkego (Sopot 2011).
Debiutowała w 2003 r. w miesięczniku społeczno-kulturalnym „Śląsk” opowiadaniami oraz wierszami. Publikowała także m.in. w „Arkadii”, „Migotaniach, Przejaśnieniach”, „Nowym Zagłębiu”, „Toposie”, „Frazie”, ArtPapierze”, „Neurokulturze”, Śląskiej Strefie Gender. Absolwentka Uniwersytetu Śląskiego (kierunek: psychologia). Współzałożycielka Dąbrowskiej Brygady Poetyckiej. Mieszka i pracuje w Dąbrowie Górniczej.

 

 

znamię

 

wczoraj były wybory
i wybraliśmy
szukanie po omacku
wrzuceni w noc jak w piołun
gorzka pieczęć na ciele
przewlekłej straty
niczym ostateczne rozwiązanie
na drugim brzegu
jeszcze świeci
złudny księżyc odbity
w szybie izolatki
pacjenci i lekarze
podobni do siebie
jak bliźnięta josefa mengele
z błękitnymi oczami
czekają na identyfikację
uwięzione we mnie
niedostrzegalne różnice
kropelka mleka na śniegu
złamany paznokieć
pieprzyk

 

 

gołota przegrywa

 

tak to jest. tracisz siły, miasta w tobie przesuwają się,
dżipies zawodzi. płyty tektoniczne zachodzą
na siebie. góry, morza szaleją. wylewa się wszystko
z ciebie, z nich, a cierpi na tym tylko kolejny
mityczny kontynent, kolejna atlantyda.
nie lubię, kiedy potęgi padają jak źdźbła
koszonej trawy. nie lubię wychodzić na ring
z uśmiechem czirliderki. nie lubię,
gdy kończy się miłość, urlop, życie. a ty?
czujesz się jak pokonany gladiator?
jeszcze nie jest tak źle, krew nie tryska,
nie potrzeba chirurga. czerwony narożnik pusty.
pusto też dzisiaj w mieście, nawet światła
jakby bledsze. na bezkresnych drogach korki,
choć nikt tego nie nazywa ucieczką. w piątej rundzie
gołota pada. niech będą pozdrowieni zwycięzcy.

 

kartka z zielonego zeszytu

 

pasujesz tutaj. może za mało ciebie na innych falach?
na zimnych fiordach i w pępku świata? nieobecność
jest lodołamaczem. najpierw wielkie bryły, toporne,
potem coraz mniejsze. wreszcie pył, szron na skórze.

kaju, gerdo, w dzieciństwie musiano wam opowiadać bajki
o ludziach zapisujących swoje życie w zielonym zeszycie.
przy niedzieli: wypad za miasto, do miejsca, w którym stała kiedyś
twierdza nie do zdobycia. poniedziałek: wydatki na opał. wtorek:
oddaliśmy całych siebie sobie. w środę zmiana na czwartek,
nocka. po niej pierwszy tej jesieni śnieg, dwanaście godzin
w chłodzie. w piątek jesteś kapitanem titanika, salutujesz morzu.

czekasz na falę, pocałunek królowej. serca nie złamie ci już
żadna osobista katastrofa, poza tą ukrytą, zimną.
opiłek wpadnie do oka jakiemuś smutnemu chłopcu.
nic nie powie. będzie się przyglądał dryfującym,
zanim na jego twarzy stężeje kropla.

 

Gość główny XII edycji Portu Poetyckiego, 21-06-2014