Kacper Płusa – Pabianiczanin o hippisowskich inklinacjach. Lubi przejeżdżac pociągami przez rzeki. Laureat kilkudziesięciu konkursów poetyckich min. TJW podczas festiwalu Złoty Środek Poezji w Kutnie, TJW o Puchar Wina, TJW o Czekan Jacka Bierezina, OKP im. Rafała Wojaczka. Publikował w Arteriach, Akancie, Szafie, Gazecie Wyborczej.

 

 

pokój z widokiem na wojnę

 

moje kości nocą bawiły się w blitzkrieg. przed powiekami wydłużał się
pejzaż obły jak łuska. ślepa ulica była kolbą. ktoś włożył ją w usta futryn.
kończyła się czerwonym punktem papierosa, który parzył w przełyk.
wokół rozbrzmiewał mój kaszel chroniczny jak seria.

deszcz imitował śrut. próbował przemycać do wewnątrz zimny front,
kontrast do zamkniętych układów organizmu. naprzeciw okna
książkom czerwieniał naskórek. ścierał się od śladów zaciśniętych palców
(palców, które obejmowały go jak cyngiel).

 
polska b

 

był sad. rozrósł się jak apokryf, poza marginesem. księga to tynki gospodarstw.
więc szósta rano. pociąg z miasta a do miasta b nie jechał.

zostałem sam przed budynkiem stacji. zostałem sam choć pociągi nie odchodzą.
na spleśniałej kiści peronów czas wlókł się jak zwierzę
umaszczony plamami cerkwi, chat, dzieci o czerwono – czereśniowych twarzach.
przy przetartej drodze żużel przypominał szlaczek w zeszycie. pamiętał przeprawy

po marcowych błotach (ich daremność). koleiny układały się w szereg
pnie drzew też. nic nie krwawi jak blizny zadawane skalpelem bieżnika.

krajobraz ze środkiem w metalowym szyldzie. dla niego odjazd to powróz.
zrywanie jabłek z jabłonią.

 

wścieklizna

 

,,czy ten pan, który je stworzył, dotykał ich ciał?”
b. konstrat

ma bezdrożach pociąg jest bezwładny. szyny pod nim traktuję jak żyły.
ponad lasem unosi się mgła. gęstnieje. udaje mydliny.

zza szyb można zobaczyć rzeki szare jak pęcherze tłuszczu.
sarny skrócone przez pęd przykurczają sylwetki, by zmieścić się na ścieżce.

blisko czają się lisy, pasażerowie z pierwszej klasy. mają miękkie futra, są wściekłe
toczą pianę. patrzę w ich brunatne oczy, brudny odpływ.

przypominam sobie kąpiele, gdy w wannie pełnej i ciepłej jak ciało poczynamy myśli.
jesteśmy podobni do zwierząt jak dwie krople śliny,
słabi podajemy sobie niczym hasło dłonie, racice lub łapy.