Justyna Bargielska (ur. 7 lipca 1977) – polska poetka i pisarka.

Publikowała w wielu pismach literackich, m.in. w „Odrze”, „Ha!arcie”. Jej wiersze były tłumaczone na język angielski, język słoweński i bułgarski.
Laureatka III edycji konkursu poetyckiego im. Rainera Marii Rilkego (2001) i nagrody specjalnej na konkursie im. Jacka Bierezina (2002). W 2010 roku za tomik „Dwa fiaty” otrzymała Nagrodę Literacką Gdynia. Za swój prozatorski debiut Obsoletki (2010) otrzymała nominację do Paszportów Polityki oraz Nagrodę Literacką Gdynia. Książka ta znalazła się w finale Nagrody literackiej Nike 2011. W roku 2013  została nominowana do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej,  Nagrody Literackiej Nike, a także Nagrody Poetyckiej Silesius za tom „Bach for my baby”.

==============================================================

 

Model człowieka rzuconego na piłę tarczową

A może to nie była piła, może to był mały ale ostry nóż.
Wiem, że szalejesz za mną, ale czy mnie kochasz?
Mówię do mojej dziewczynki, niewidzialnej,
której nie ma, opowiadam, jak śniło mi się,
że szykuję sobie buty na zimę. Czyżby znowu ciąża,
czy tym razem śmierć wreszcie? Trochę je kleję z przodu,
gdzie są z tektury, ale bardziej przybijam,
jak podkowę do konia. I tam z tyłu są z kości.

I myślę o wiedzy, że jedyną nagrodą
musi być powrót do ogrodu, do sadu,
na starą kołdrę. Bo jeśli nagrodą są
stado lśniących koni i małżeństwo z miłości,
to nie jest to wiedza.

==============================================================

Emily of Bank

Po tym, jak znaleźli ciało
tych dwóch mężczyzn, przyszła do mnie taka pijana,
więc że to nie może tak trwać, powiedziałem, a ona

powiedziała, że jak nie może, jak może. Więc trwało. Lecz nadal
chciałem rozdzielić porządki i powiedziałem,
miłość, zdrada, stagnacja, i nawet seks, powiedziałem.

A dlaczego nie śmierć, powiedziała?  A potem,
ironiczna frazo, prowadź mnie do Boga,
powiedziała. Boże, powiedziałem, skoro
ja nigdy nikogo, no to
prowadź ją tam.

==============================================================

Na czyjśtam odjazd do Czerniowiec pociągiem 382, wagonem sypialnym nr 13, na miejscu 52

Kiedy ci kłamię, nie dzieje się nic
i to jest ta figa sucha od korzeni,
obok której przechodziliśmy i powiedziałeś spróbuj,
więc powiedziałam idź, figo, ale ona nie poszła,
więc powiedziałam figo, tańcz, ale ona nie zatańczyła,
więc powiedziałam figo, stój spokojnie, gdy będę cię ścinać
i zgadnij, co się stało i jakie to było dobre.

===============================================================

Sól i ogień

Jurkowi

Czy wiesz, jak się czujesz? Niektóre płyty
są nagrywane głośniej, niż niektóre inne płyty,
tak po prostu jest, ale czy słyszysz swój głos?
Ja nie słyszę swojego, chociaż słyszę twój.

Chyba, że na dnie oceanu. Ale nie żadnego z dzisiejszych,
tylko tego, o którym mój syn mówi z żalem, pokazując
szkolne boisko: kiedyś tu wszędzie
była woda, te głupie kontynenty
ją podzieliły. I mówi: mamo,
pamiętasz, jak nie potrzebowaliśmy oczu?

Jak mogłabym zapomnieć, synku,
z tysiąca przygód mojej nieśmiertelnej duszy,
ta była najlepsza.

=============================================================== 

Mrs Wolverine

Mieć to, co się ma, ale wypuszczać się znacznie dalej,
jakby się miało w istocie silos żyta i drugi orzechów
oraz skazę, która pozwala pić morską wodę
bez tracenia zmysłów, co ty na to? Ja jestem szalenie
tym podekscytowana, ale lepiej dla tamtych,
żeby nie wzięli nas za najeźdźców z kosmosu
czy wręcz kogoś lepszego, za swoje zmarłe matki,
legendarnych wodzów albo za aniołów
tylko ze względu na nasz brak rozsądku.

Po prostu chodzi mi o to, żebyśmy pamiętali,
że Bóg stworzył świat, żeby nas pobrudzić,
różę, żeby opowiadała komiczne historie
o ślimakach, które ją jedzą a nas, byśmy wychodzili
na pewną śmierć i wracali na obiad,
pod warunkiem, że nie będziemy za bardzo uważać.

==============================================================

Odczuwanie wstydu na trasie Lublin-Zamość i z powrotem, a także po powrocie do domu

Trzeźwość jest przereklamowana. Gdyby było gdzie się napić, nie powiedziałabym do konduktora tak:
– Poproszę bilet do Zamościa. A nie, to jest Zamość. I ja już dzisiaj kupowałam od pana bilet do Zamościa. To może teraz ten drugi? Zresztą siądę tam z tyłu i
poczekam, aż się pan rozbierze, przygotuje i przyjdzie do mnie.
Konduktor by nie powiedział:
– Czy pani na pewno wolno samej podróżować?
A tył, na który uciekłam, nie stałby się tuż po tym, jak pociąg ruszył w zupełnie drugą, niż oczekiwałam, stronę niezaprzeczalnym, całkowitym przodem w tak przykry sposób.
Właściwie było gdzie się napić, choć było to na piętrze i słabo widoczne z ulicy. Ale nie znałam miasta a miasto mnie i pojawił się lęk, że po napiciu się wpadnę w jedną z metrowych zasp, których rozlokowanie w centrum i na drodze na stację kolejową było przypadkowe, czyli że rządziły tym reguły zbyt subtelne, bym mogła do nich startować umysłowo. Po wpadnięciu w zaspę oczekiwałam powolnej śmierci przez uduszenie, podobnie, jak gdy na człowieka zejdzie lawina, a nikt go spod niej na czas nie wyciągnie. W dzisiejszych czasach żeby zdążyć z ratunkiem, trzeba znać zwyczaje ofiary, a w tym mieście nikt nie znał moich zwyczajów. Więc wolałam nie pić. Tym razem personalnie wywinęłam się dzięki trzeźwości, ale historycznie pamiętałam, że ofiara musi być poniesiona i, bum, przed Krasnymstawem Fabrycznym przejechaliśmy dzika.
Maszynista szynobusa w sekundę zrobił się szary i takim pozostał, dopóki nie usłyszał od konduktora przez krótkofalówkę, że to zaledwie dzik. Komunikat dotarł do niego w odcinkach, bo jednocześnie znienacka objawiona konduktorka – gdzie oni ją trzymali? pewnie robiła herbatę na zapleczu – wołała do konduktora raz po raz „Niosę ci kurtkę! Nic nie rób! Niosę ci kurtkę!”. Maszyniście nikt nie niósł kurtki, ani nawet nie mówił o tym przez radio, więc w swetrze wybiegł przed czoło szynobusa, po czym za chwilę wrócił i cofnął pociąg o jakiś decymetr. Dzik był duży, zaklinował się między zgarniaczem śniegu a szyną, maszynista pobiegł z powrotem i jęli go wyciągać.
Przez krótkofalówkę konduktorka nawoływała, żeby koniecznie zrobili mu zdjęcie komórką, bo potem będą mieli kłopoty. Mnie się wydawało, że aby uniknąć kłopotów, należało absolutnie nie robić zdjęć, natomiast związać i zakneblować garstkę pasażerów, we właściwym czasie zniewolić ich seksualnie, żeby nie chcieli nas wydać i w ten sposób utracić tę cenną więź, jaka się między nami zadzierzgnęła, porwać pociąg i uciec nim nad morze Bałtyk, póki jest, ale nikt mnie nie zapytał. Szynobus był dwustronny, na obu końcach zakończony kokpitem, więc można było spokojnie porwać część nad morze, a część w góry, w ten sposób już na bank unikając kłopotliwego dochodzenia, a przy okazji nadając zupełnie nowe, anatomiczne, że tak powiem, znaczenie sformułowaniu „porwanie pociągu”. Ale kłopot pojawił się szybciej, niż dochodzenie i innej natury, niż dyscyplinarna, i wcale nie dla drużyny szynobusa: dzik żył. Prawie w dwóch częściach, ale jednak.
– A, to jedziemy – zadecydował konduktor. – Przecież żyje.
Szybko sprawdziłam w smartfonie, ile bólu czuje przejechany przez pociąg dzik zostawiony w śniegu na poboczu. Oj, dużo.
Z tego wszystkiego założyłam buty i już do samego nie-Zamościa siedziałam, jakbym prowadziła Wielką Grę lub inny teleturniej, w którym udzielano wyłącznie nieprawidłowych odpowiedzi. Jak w prawdziwych teleturniejach, błędne odpowiedzi punktowało przeciągłe buczenie – maszynista na bardzo tylko krótko zdejmował dłoń z przycisku ostrzegawczego sygnału dźwiękowego, i już żadnego dzika nie potrąciliśmy.
W domu syn, który się przeogromnie stęsknił, wlazł mi na kolana, złapał za obojczyki i powiedział:
– Masz bardzo dziwne piersi.
A kiedy poszedł spać, ja poszłam się napić, bo ostatecznie byłam już w domu, miejscu, które od innych różni się tym, że na pamięć znam rozmieszczenie w nim wysokich śniegowych zasp i głębokich ziemnych dołów, które tylko czekają, aż się coś do nich włoży, najlepiej coś dużego, co chwilę temu się ruszało. Nie miałam już wątpliwości, że moje piersi zamieniły się w kości za karę i że to była sprawiedliwa kara za to, że na trzeźwo jechałam tamtym szynobusem. A także  myślałam o tym, jak będę żyć z piersiami, które zamieniły się w kości. Jak się będę ubierać. Czy ktoś będzie chciał się ze mną kochać. Czy będę mogła wystąpić z tym w telewizji, gdzie prowadząca spyta, za co mnie to spotkało, a ja powiem, że za przerwanie szynobusem prawie na pół wielkiego dzika i zostawienie go na śniegu. I tak dalej, i tak dalej.
Przykro mi to mówić, ale nie dość, że rano w ogóle o tym dziku nie pamiętałam, to jeszcze piersi znowu miałam z mięsa.