pisze wiersze, tłumaczy, uczy angielskiego i rosyjskiego. Dwukrotnie nominowany do głównej nagrody konkursu im. Jacka Bierezina (2008, 2009), wybrany przez Andrzeja Sosnowskiego do projektu Połów 2009. Laureat wyróżnienia w I edycji konkursu im. Andrzeja Krzyckiego na debiutancką książkę poetycką. Wiersze, a także – okazjonalnie – tłumaczenia publikował min. w Pro Arte,Arteriach, na stronie internetowej Biura Literackiego oraz w lokalnym wydaniu Gazety Wyborcze”. Pod koniec 210 roku nakładem Zeszytów Poetyckich opublikował swoją debiutancką książkę poetycką Ślizgawki, wyróżnioną w Złotym Środku Poezji. Prowadzi także, wraz z Justyną Krawiec, blog literacki www.czytnikliteracki.blogspot.com. Mieszka w Poznaniu.

 

 

Małe rezurekcje

 

Niektórzy poeci zmywają naczynia jedynie po zmarłych.

Być może to depresyjne przywiązanie do brudu,

być może domaganie się pewności. W każdym razie

 

ta metoda naukowa nie jest zbyt bezpieczna.

Ciche przemykanie po peryferyjnych zaułkach, psychoanaliza

nie z dystansu, a na granicy szaleństwa, queer studies.

W końcu wszystko jest queer. Nieczyste albo nietykalne.

 

Nitka, po której chciałem iść, kończy się zbyt szybko.

Jak tamten wieczór, w którym poznałem chłopca,

takiego ładnego chłopca, miał delikatne rysy twarzy,

jak wszyscy chłopcy, którzy mnie rozumieją.

 

Ale w śladach po nim, w tym, że został tylko włos,

mały włos, nawet nie całość a końcówka, w tym

nie ma żadnej subtelności. Zniknął tak skutecznie,

że nie wiadomo właściwie, czy jest mordercą czy ofiarą.

 

 

(***) Rozbicie dzielnicowe. Pierwszy pada Dębiec

 

Rozbicie  dzielnicowe. Pierwszy pada Dębiec.

Odchodzi kora, plastry. Blokowisko tyczek.

Ja mógłbym być oparciem, czym ty będziesz? Mięsem?

Łuską? Strąkiem grochu? Zaczyna się. Licznik

 

pęka jak termometry, jak domy winniczków.

Dochodzi rtęć czy ciepło?  Czekamy, stoimy –

dziury po ślimakach obnażają wszystko.

Puste deski oberży, liście oberżyny.

 

Rozbicie dzielnicowe. Pierwszy pada Dębiec,

ostatnie porachunki. Mamy zdarte głosy.

W dniu, kiedy się rodzisz, jest akurat pełnia,

moja mama się krztusi pierwszym papierosem.

 

 

Echolokacja

 

Żółw zbiegły z terrarium po paru zimowych miesiącach

wreszcie wygrzebał się z ziemi, tego samego dnia

zmarł twój ojciec. Ja widziałem znacznie mniej,

 

raczej nie zdążę na pogrzeb. W moim mieście igrzyska,

dla pijanych kibiców zmieniają organizację ruchu,

domalowują drugą linię ciągłą.

 

Zlikwidowali wszystkie autobusy do małych miejscowości

(tak, twojej też), na tej trasie będą się ścigać,

walczyć bark w bark, jeden odbija się od drugiego

jak echo w pustym kościele. Sport jest jak religia,

 

więc się żegnamy, moi przyjaciele są zajęci

rozmową ze znanym piłkarzem,

który przy piwie opowiada ciekawiej i widzi więcej,

w końcu ma podwójne obywatelstwo.