Bogdan Zdanowicz foto M.DudekBOGDAN ZDANOWICZ (bezet) – jeszcze sześćdziesięciolatek, a już człowiek szczęśliwy.
Dawno skończony polonista, były instruktor-nauczyciel, spełniony emeryt. Dzieciństwo i młodość spędził w Łobezie, studiował na UJ w Krakowie (w tym czasie należał do grupy MY). Jest podwójnym dziadkiem: błyskotliwej Julki i uśmiechniętego Wojtka.
Doznał przyjemności (i nieprzyjemności) wielu zawodów…
Niedawno przez 13 miesięcy studiował (metodą współuczestniczącą) życie polskiej emigracji zarobkowej w zachodnim Londynie. Aktualnie mieszka na wsi w zachodniopomorskim wykonując w wymiarze ¼ etatu obowiązki oborowego (6 kóz, jedna oślica).
Opublikował zbiory wierszy: „Kiedy Ciebie nie ma” (1980 MAW Warszawa) i „Szpital zwyczajnego dnia” (1989 GLOB Szczecin). W nowych czasach (Internetu) zaczął ograniczać się do wydawnictw niskonakładowych (na prawach rękopisu); tak powstały „Piosenki dla dziewczynek” (2001), „Sowa i inne ptaki” (2002), „inne przestrzenie” (2004), „inne przestrzenie – bis” (2006) – rozdane następnie wśród przyjaciół. Okazjonalnie udzielał się na internetowych portalach literackich. Organizował spotkania autorskie, warsztaty literackie oraz konkursy poetyckie. Bywa producentem książek (jako redaktor, edytor, grafik i wydawca – w różnych konfiguracjach). W ostatnich latach powstało w ten sposób prawie 50 pozycji.
Opracowuje spuściznę zmarłego w czerwcu 2009 r. starszego brata Leona. W czerwcu 2010 roku przygotował do wydania ostatni numer Prywatnego Okazjonalnika Literackiego „Łabuź Leona” (poświęcony życiu i twórczości Redaktora kwartalnika, który przez 17 lat ukazywał się ze środków prywatnych). We wrześniu 2011 r. opublikowano prozy Leona – „Opowiastki opowiadające”. A w czerwcu 2015 będzie premiera zbioru „leoniki i inne wiersze wybrane”.
W marcu 2012 opublikował – swój ostatni jak dotąd – zbiór wierszy pt. „przebieranka”, a w sierpniu 2014 plakat poetycki „krzyżyki”.
Od roku – z powodu opuszczenia przez Muzy – nie pisze już wierszy.

 

* * *

zawsze opowiadasz naraz kilka historii
które rozpełzają się jak jaszczurki
na rozgrzanym piasku oślepione zenitem

zmieniasz skórę wywijając się piruetem
z falbanek słów zapadasz w milczenie
falowanie zmierzchu sens dobrego i złego

kimkolwiek będziesz i jeśli cię nazwę
wciąż pozostaną z tobą sny o pływaniu
jako dowód na istnienie różnych czasów

choć umarłaś już dawno nadal żyjesz
tu tracąc miłość zakazaną do zlizywania
jak roztopione lody czekoladowe z talerzyka

masz spaloną słońcem twarz chmury
przepływają cicho nad horyzontem
burząc idealne wzory na górach piasku

gdy obudzisz się albo zaśniesz dziś
– tam wciąż szukasz opowieści
o sobie w morzu czułej pustyni

 

jesień

wschody nie różniły się wcale od zachodów
chmury przypominały góry
albo krem polany sokiem rozgryzionych jagód
codziennie wiały wiatry
zmienne jak pogoda
deszcz deszcz deszcz
w lutym uczciłem rocznicę
piwo było zimne
potem bolało mnie gardło
gorączka ciała połączyła się
z temperaturą duszy
a rano cień przelatującego stada
zielonych papug odbijał się
odbijał w cienkim lodzie na kałużach

jednak zima

 

* * *

we wszystkich miastach które widziałem
ludzie znajdują tysiące sposobów
na śmiertelną chorobę – życie
na szczęście wciąż dolega

ty w marmurze bez rąk
jesteś doskonała
– martwa