XV Port Poetycki – 03-06-2017

Zapiski Portowe

W chorzowskim Porcie Poetyckim wystąpiłem po raz czwarty. Czwarte uczestnictwo oznacza, że przybyłem w znajome kąty, na spotkanie ze znajomymi twórcami, ale też z nadzieją poznania nowych osób. I tak się stało, a nawet więcej. W tym roku byłem tam dłużej i jakby bardziej intensywnie niż w latach ubiegłych. W piątek wieczorem w Chorzowskim Centrum Kultury wysłuchałem prezentacji haiku. To pierwsze tego typu spotkanie, do którego zorganizowania przyczynili się twórcy tego gatunku, zgrupowani w powołanym do tego specjalnie stowarzyszeniu. Prowadzącymi wieczór była Zuzanna Truchlewska i Robert Kania. Urozmaiceniem spotkania był występ Teatru Obecnego z Wrocławia ze spektaklem nawiązującym do klasycznej japońskiej poezji Matsuo Basho. Ciekawostką jest to, że była to grupa teatralna stworzona przez słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku, działającego przy Uniwersytecie Ekonomicznym. Niezwykła inicjatywa osób, które stawiają na aktywność. Wieczór zakończyło czytanie haiku, w trakcie którego swoje miniatury mogli zaprezentować zarówno zaproszeni goście jak i każdy, kto tylko chciał przeczytać swoje dokonania w gatunku.

Wieczór haiku był rodzajem rozgrzewki przed głównymi imprezami XV edycji Portu Poetyckiego, jakie miały miejsce w sobotni dzień trzeciego czerwca. Po prowadzonych od godz. 11.00 przez poznańską poetkę Biankę Rolando warsztatach, zaczęła się część oficjalna, a w niej prezentacje utworów wspomnianej autorki oraz Tomasza Pietrzaka, Anny Marii Wierzchuckiej i Bogdana Prejsa. Moim zdaniem, ale też zgodnie z opinią pozostałych słuchających, tegoroczne prezentacje zawierały wiele dobrych, przykuwających uwagę i pobudzających do refleksji utworów. Na tle poetów z większym dorobkiem i życiorysem twórczym szczególnie interesująco, a wręcz fascynująco, wypadła Anna Maria Wierzchucka. Podobała mi się uwaga Jacka Dudka, współorganizatora festiwalu, że to efekt „świeżej krwi”. Annę Wierzchucką pamiętam z zeszłorocznej edycji Portu. Czytała wówczas utwory w ramach bloku Magazyn Wierszy. Wyróżniała się ekspresją. Tak ją zapamiętałem i ucieszyło mnie to, że ponownie mogłem posłuchać jej wierszy. To, co łączyło trójkę poetów Wierzchucką, Prejsa i Pietrzaka, to szczerość postawy widzenia i nazywania świata, siebie w tym świecie oraz towarzyszących temu emocji. Poezja Bianki Rolando miała w sobie więcej kreacji klasyczno-literackiej.

O tym, że poezja i pieśń stanowiła niegdyś jedność przypomniał nam w drugim bloku prezentacji, w Magazynie Wierszy, Andrzej Kanclerz, który swój wiersz po prostu odśpiewał. Zanim jednak rozpoczął się ten blok, tradycyjnie, jak co roku, Małgorzata Południak zaprezentowała dwie artystki sztuk wizualnych: Barbarę Trzybulską – ceramiczkę i Ewę Kantorczyk – zajmującą się grafiką. Tak zwana Sztalugarnia, czyli jedna z części Portu Poetyckiego, która poświęcona jest sztukom plastycznym to zaplanowane działania zmierzające do łączenia różnych odmian twórczości.

Barbara Trzybulska jest od kilku lat stałym bywalcem Portów Poetyckich. Prowadzi warsztaty plastyczne, odbywające się równolegle z poetyckimi. Tegoroczna wystawa jest, o ile dobrze pamiętam, drugą jej ekspozycją na Porcie. Artystka tworzy unikatowe przestrzenne przedmioty ceramiczne. Prace bazujące na kształtach łodzi mocno organizują przestrzeń, ponieważ na pokładach tych obiektów powstają miasta, naznaczone mnóstwem symboli. Wrażenia nawiązań do przedmiotów kultury materialnej kręgu śródziemnomorskiego są jak najbardziej zasadne. Tworzy również obrazy ceramiczne, które przybierają formę mozaiki lub tarcz z odciśniętymi frazami z wierszy.

Ewa Kantorczyk zaprezentowała prace graficzne powstałem dzięki współczesnej technologii elektronicznej. Efekt końcowy jest tradycyjnym obrazem i wcale nie sugeruje tego, że powstał dzięki e-tabletom i innym tego typu narzędziom. Wyposażeni w wiedzę o sposobie tworzenia, mogliśmy tropić ślady elektronicznego rylca w powstałych obrazach.

W Magazynie Wierszy, prowadzonym jak zawsze przez Barbarę Janas-Dudek, słuchaliśmy poetów, którzy w miarę systematycznie bywają na Porcie i legitymują się dorobkiem drukowanych tomików. W tej grupie czytały m.in. śląskie poetki Roma Jegor i Marta Fox, poeci Grzegorz Derner i Włodzimierz Szymczewski. Czytali też twórcy z Krakowa i Poznania, a nawet z Irlandii. Pełna lista poetek i poetów ponieżej na plakacie. Cechą Portu Poetyckiego jest nadmiar – wiele utworów i twórców. Liczbę czytających powiększa grupa około czterdziestu osób, które w części Hyde Park mogły zaprezentować po jednym wierszu. Zasadą Portu Poetyckiego jest to, że w ramach Hyde Parku swój utwór zaprezentować może każdy uczestnik imprezy.

Stałą częścią festiwalu jest koncert muzyczny. Zazwyczaj muzyka z poezją albo po prostu poezja śpiewana. W tym roku wysłuchaliśmy koncertu piosenek do tekstów Agnieszki Osieckiej w wykonaniu Joanny Trzepiecińskiej. Jakie wrażenia? To był bardzo dobry koncert. Mam na myśli zarówno śpiewającą jak i towarzyszących jej muzyków. Słuchanie było prawdziwą przyjemnością. Chociaż koncert różnił się od tych, do jakich przywykłem w trakcie poprzednich edycji. Dlaczego odmienny? Dla postronnego obserwatora jasne było to, że koncert był rodzajem wstawki, którą, jako propozycję nie do odrzucenia, dostali organizatorzy Portu Poetyckiego. Nie w tym rzecz. Przyzwyczaiłem się do tego, że cała impreza prowadzona jest bezpośrednio lub pośrednio przez organizatorów Portu – Jacka Dudka i Barbarę Janas-Dudek. Fakt zmarginalizowania ich na czas koncertu Trzepiecińskiej i zastąpienia innym prowadzącym odebrałem jako zgrzyt. Nie ma tu znaczenia fakt, że ten nowy prowadzący robił to bardzo fachowo, profesjonalnie. Poza tym przyzwyczaiłem się do tego, że artyści estradowi zawsze byli równocześnie uczestnikami Portu Poetyckiego, czyli w części niekoncertowej byli po stronie publiczności. Tym razem mieliśmy koncert typowej gwiazdy trzymającej dystans. No cóż… W każdej standardowej sytuacji powiedziałbym, że był to bardzo dobry koncert znakomitych artystów. Tu powiem, że był to bardzo dobry koncert, ale źle wpisujący się w charakter imprezy Portu Poetyckiego. W nadziei nowych doznań, czekam kolejnej edycji zjazdu poetów. Kwartalnik Szafa

Paweł Dąbrowski

 

Port różnorodności

Spotkania z poetami, wernisaże, warsztaty plastyczne i poetyckie, a przede wszystkim długie czytanie wierszy. Tegoroczna edycja Portu Poetyckiego jak zwykle nie zawiodła. W wydarzeniu wzięło udział ponad 80 poetów z całej Polski. Samą główną część Portu Poetyckiego podzielono na kilka części. Od godz. 11 można było wziąć udział w warsztatach poetyckich prowadzonych przez Biankę Rolando, a także w warsztatach plastycznych animowanych przez Barbarę Trzybulska, artystkę-ceramika.

Na godz. 16 zaplanowano natomiast otwarcie Portu. Imprezę rozpoczęło spotkanie z gośćmi głównymi wydarzenia. Jako pierwsza swoje wiersze czytała Bianka Rolando, poetka i pisarka. Mieliśmy okazję posłuchać wierszy m.in. z tomów „Pascha i Łęgi”. Po Biance Rolando przyszedł czas na moje 15 minut na scenie. Czas ten wypełniłem wierszami z „Pospołu”, czytając m.in. wiersze: „Klechdy”, „Teufelslied”, „Pozostałostka, 1945”, czy „Buty”.

Zaraz po mnie na scenę wkroczyła Anna Maria Wierzchucka, czytająca niesamowite wiersze m.in. ze swojego debiutanckiego tomu „Włókien pełna” (książka została wydana jako nagroda główna Grand Prix w VII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Granitową Strzałę”). Tę część Portu zamknęło spotkanie z Bogdanem Prejsem, poetą z Mikołowa, który przeczytał wiersze z przygotowanej właśnie do druku książki.

W przerwie pomiędzy czytaniem wierszy Małgorzata Południak zaprezentowała swoją „Sztalugarnię:. W tym roku mogliśmy oglądać w niej prace Ewy Kantorczk oraz Barbary Trzybulskiej. Na wystawie prac Ewy Kantorczyk zaprezentowano prace wykonane tradycyjną techniką, grafiki komputerowe oraz kolaże. Natomiast Barbara Trzybulska pokazała ceramikę artystyczną, Po gościach głównych imprezy swoje wiersze miało okazję przeczytać 25 poetów, którzy w latach ubiegłych gościli już w Chorzowie. Wśród autorów znaleźli się m.in. Magdalena Gałkowska, Małgorzata Południach, Patryk Chrzan, Marta Fox, Roma Jegor, Zenon Dytko, Łucja Dudzińska, Izabela Wageman, Zenon Dytko i Marzena Orczyk-Wiczkowska. Gościem muzycznym tegorocznej edycji była Joanna Trzepiecińska. Aktorka wystąpiła z recitalem piosenek Agnieszki Osieckiej. Na zakończenie Portu odbył się „Hyde Park”, w ramach którego swoje wiersze zaprezentowało ponad 40 autorów, w większości przed debiutem.

Port Różnorodności

Tomasz Piertak

XIV Port Poetycki – 28-05-2016

XIV Port(ret) Poetycki

„jak wam się udaje przy takiej wielkiej imprezie poetyckiej utrzymać domowy klimat ?”                                                               Szymon Babuchowski

Wyjątkowo, bo już w maju, a dokładnie 28 V odbyła się w chorzowskiej Sztygarce XIV edycja Portu Poetyckiego. Zeszłoroczna edycja z przyczyn niezależnych od organizatorów, została przeniesiona do Chorzowskiego Centrum Kultury. ChCK, jak zawsze przy tego rodzaju imprezach kulturalnych, technicznie w pełni stanął na wysokości zadania, lecz takie miejsce nie do końca nadaje się na z założenia swobodne i towarzyskie spotkanie ludzi pióra. Podczas Portu Poetyckiego ważne są przecież nie tylko oficjalne prezentacje wierszy, ale przede wszystkim osobisty kontakt ich twórców, poznających się poza forami internetowymi, wymieniających poglądy i doświadczenia literackie czy wydawnicze. Po obserwacjach i rozmowach z uczestnikami imprezy wiedzieliśmy, że portowa poezja musi wrócić do chorzowskiej Sztygarki. Założenia i cel takiego wydarzenia bezsprzecznie musi się wiązać ze stworzeniem swobodnej, poniekąd knajpianej atmosfery, co stanowi jedno z najważniejszych zadań Portu Poetyckiego. Kompleks Dobrego Smaku i Stowarzyszenie Kulturalne „Sztygarka” nadaje się do jego realizacji jak żadne inne miejsce. Termin również okazał się dobrym wyborem. Poprzednie edycje odbywały się w ostatnich dniach czerwca, co kolidowało nieco ze związanymi z zakończeniem roku szkolnego i akademickiego obowiązkami nauczycieli i studentów biorących udział w imprezie. Ponadto w tym samym czasie miały miejsce liczne imprezy w ramach Dni Chorzowa, w które Sztygarka również jest zaangażowana. Mamy zatem nadzieję, że majowy termin zostanie zaakceptowany na stałe.

Tegoroczny Port Poetycki zaczął się już w piątek 27 maja w chorzowskiej Miejskiej Galerii Sztuki MM, gdzie odbył się dialog poetycki gości XIV edycji, Małgorzaty Południak i Wojciecha Kassa. Zgromadzone w galerii obrazy autorstwa Dariusza Kalety stanowiły znakomite tło dla wierszy gości. Taką scenerię zawdzięczamy uprzejmości kierownika galerii, pani Aleksandry Rej, która zgodziła się udostępnić jej pomieszczenia mimo długiego weekendu. Podczas spotkania Małgorzata Południak promowała najnowszy tom wierszy pt. „Mullaghmore”, zaś Wojciech Kass prezentował wiersze z kilku tomów m. in. „Wiry i sny”, „Ba!”, czy „Przestwór. Godziny”

W sobotę 28 maja o godz. 11.00 w uroczej salce pod nazwą „Dzwonnica” odbyły się warsztaty poetyckie z Wojciechem Kassem. Podzielił on czas warsztatów na dwie części. W pierwszej wygłosił prelekcję dotyczącą sztuki pisania poezji, którą uczestnicy imprezy nazwali niezwykłym kompendium wiedzy poetyckiej (wyp. Izabeli Fietkiewicz-Paszek). Drugą część warsztatów Wojciech Kass poświecił poszczególnym tekstom przybyłych autorów, rozmawiając z nimi i dzieląc się trafnymi uwagami. Zajęcia przyniosły pełną satysfakcję tak uczestnikom warsztatów, jak też prowadzącemu (wedle zapewnień Wojciecha Kassa).

Równolegle odbywały się warsztaty plastyczne. To nowa odsłona portowej korelacji poezji z szeroko rozumianą plastyką, której pomysłodawczynią i gospodynią została Barbara Trzybulska, właścicielka Rybnej Galerii. Podczas warsztatów zaproponowała ona wykonanie plastycznych kolaży na dowolny temat. Ilość i różnorodność prac przerosła oczekiwania organizatorów, którzy postanowili je wystawić w portowej galerii. Prace zostały również uwiecznione na fotografiach Michała Dudka i Arkadiusza Łuszczyka. Można je zobaczyć na stronie internetowej Portu. (www.portpoetycki.pl)

Po imprezach towarzyszących nadszedł czas na inaugurację XIV edycji Portu Poetyckiego w Chorzowie. W tym roku w loży gości głównych zasiedli: Ewa Parma, Wojciech Kass i Marcin Orliński. Dwudziestominutowe występy trójki poetów spotkały się z bardzo różnymi reakcjami publiczności, od całkowitej ciszy i zadumy aż po burzę oklasków. Ewa Parma zaprosiła słuchaczy na wspaniałą poetycką wycieczkę po Śląsku, zatrzymując się przy przydrożnej kapliczce, jak i pod murami nieczynnej hali likwidowanej huty. Marcin Orliński, który nie boi się dosłowności swobodnie balansował słowem. Przez okna, pułapki i kapsle, z dużą dawką autoironii i dystansu dotarł do krytyków i chorzowskiej publiczności. Mocno wybrzmiały zjawiska powtarzalne To odważna poezja ukazująca obraz współczesnej Polski momentami irracjonalnej i głuchej. Wojciech Kass, który nazywa siebie poetą narracji, oczarował uczestników Portu sposobem i tempem czytania, tonacją głosu oraz interpretacją wierszy. Dojrzała poetyka w połączeniu z niemal aktorskim wykonaniem skutkowała żywą reakcją publiczności. Wszystkie trzy prezentacje można obejrzeć na stronie internetowej Portu.

Przed i podczas trwania imprezy w portowej galerii miała miejsce jeszcze jeden wernisaż. Obrazy wystawiła Karolina Kułakowska zaproszona przez kurator Sztalugarni Małgorzatę Południak. Rozmowa obu pań pozwoliła przybliżyć się do technik i inspiracji malarskich zaproszonej artystki.

Po krótkiej przerwie kolejną część Portu, Magazyn Wierszy uświetniły prezentacje wierszy poetów, którzy w poprzednich edycjach zajmowali miejsca gości głównych. Nie sposób wszystkich wymienić, gdyż ich lista zrobiła się już dość pokaźna, a przypadkowe pominięcie chociaż jednego nazwiska okazałoby się grubym nietaktem. Pełna lista uczestników również znajduje się na stronie internetowej.

Po kolejnej przerwie odbył się koncert grupy „Dobre Ludzie” w składzie: Szymon Babuchowski – śpiew, Patryk Filipowicz – gitara, Paweł Węgier – gitara, Jacek Raciborski – gitara basowa, mandolina, Anna Leszczyńska-Rożek – skrzypce, kalimba, Paulina Kuzynin – instrumenty klawiszowe, chórki, Jakub Kuzynin – perkusja, instrumenty perkusyjne.

Wspaniała muzyka do tekstów solisty zespołu, poety Szymona Babuchowskiego, zapewniła świetną odskocznię od sporej dawki słowa mówionego, jaką otrzymali uczestnicy Portu.

Po koncercie odbył się Hyde Park, czyli poezja wieczorową porą. To bardzo prężnie rozwijająca się część imprezy. Podczas niej prezentują się poeci, którzy przybyli tutaj po raz pierwszy i ci, nie będący jeszcze do tej pory gośćmi głównymi. Kiedy organizatorzy zdecydowali o powstaniu Hyde Parku, mieli obawy dotyczące zainteresowania oraz poziomu poetyckiego takiej formy prezentacji. Jeden wiersz, jak wiadomo, nie odsłania możliwości autora. Obawy minęły, gdy do czytania tekstów zgłosili się naprawdę uznani twórcy, zwycięzcy prestiżowych konkursów poetyckich.

Tradycyjnie ostatnie wiersze tego wieczoru zaprezentowali organizatorzy imprezy Barbara Janas-Dudek i Jacek Dudek. XIV edycja Portu Poetyckiego w chorzowskiej Sztygarce dobiegła końca, ale towarzyskie spotkanie poetów trwało do późnych godzin nocnych. Do zobaczenia za rok!!!

 

Jacek Dudek [Miesięcznik Kulturalno-Społeczny „Śląsk” lipiec 2016]

jacek-dudek

Chorzów po raz kolejny przemówił poezją

Na jeden weekend w roku moje miasto przestaje kojarzyć się z wesołym miasteczkiem lub nieistniejącą już hutą i wita ciągnących zewsząd artystów. Niecierpliwie oczekiwana XIV edycja chorzowskiego Portu Poetyckiego odbyła się w ostatnim tygodniu maja.

Preludium stanowił wieczór autorski Wojciecha Kassa i Małgorzaty Południak. Oboje poeci przemierzyli setki ( a w przypadku Małgosi tysiące) kilometrów, aby spotkać się z chorzowską publicznością. Miałam możliwość uczestniczenia w tym przepełnionym doskonałą poezją wieczorze. Obrazy wiszące w sali Miejskiej Galerii Sztuki „MM”, gdzie odbywało się spotkanie, pięknie współgrały z prezentowanymi wierszami. Autorom oraz prowadzącym wieczór organizatorom Portu, Basi i Jackowi Dudkom udało się zachęcić do wspólnej rozmowy również zgromadzoną publiczność. Z widowni popłynęły pytania między innymi o proces tworzenia i formy promocji poezji.

Wieczór zakończył się późno, bardzo późno. Nikomu nie spieczono się żegnać, choć przecież był to dopiero przedsmak Portu.

Sobota wystartowała warsztatowo. Chętni mogli wziąć udział w warsztatach poetyckich prowadzonych przez Wojciecha Kassa lub plastycznych, na których w rolę nauczyciela wcieliła się Barbara Trzybulska. Czytając na plakacie reklamującym Port nazwiska prowadzących, byłam pewna, że przeznaczone na warsztaty sale z trudem pomieszczą tych pragnących zakosztować jednej ze sztuk. Nie myliłam się.

Na kolejne portowe wydarzenie trzeba było czekać aż do 16.00. Choć to oczekiwanie skutecznie umilały przywitania, przytulenia i rozmowy. Port Poetycki to również, a może przede wszystkim miejsce spotkań i nawiązywania przyjaźni.

Tegoroczną imprezę zainaugurowali Barbara i Jacek Dudek, oraz goście główni: Ewa Parma, Wojciech Kass, i Marcin Orliński. A potem cały Port został zalany falą poezji, przerywaną jedynie dodającym energii występem Szymona Babuchowskiego z zespołem Dobre Ludzie, podczas którego tańczyły nie tylko dzieci.

Aby tradycji stało się zadość nie mogło zabraknąć Sztalugarni Małgorzaty Południak. Tym razem swoje niezwykle barwne płótna prezentowała Karolina Kułakowska. Magazyn Ciekłego Powietrza w kompleksie Sztygarka, w którym odbywał się Port zdobiły również prace plastyczne uczestników porannych warsztatów.

I znów sobotni wieczór, zamienił się w sobotnią noc, a może i niedzielny poranek. Poeci pogrążyli się rozmowach, szkoda tylko, że niektóre z nich będzie można kontynuować dopiero za rok.

Chorzowska impreza poetycka przyciąga miłośników poezji z regionu, z kraju a coraz częściej również ze świata. Jaki jest fenomen Portu? Prezentowane w ramach „magazynu wierszy” i „hyde parku” utwory łączy jedno – brak punktów wspólnych. I choć zdania w tej kwestii są podzielone, dopiero podczas imprez takich jak ta, na których nikt nie ocenia, nikt nie dokonuje selekcji wchodzących na scenę artystów, można zrozumieć czym jest poezja i jak różnorodne formy przybiera. Chyba właśnie ta otwartość na słowo, myśl i gusta sprawia, że Port Poetycki przyciąga. Na Port się czeka.

Tym razem to czekanie będzie szczególne, za rok bowiem edycja XV – jubileusz.

Sabina Waszut [Kwartalnik Literacko-Artystyczny „Szafa”]

sabina-waszut

XIII Port Poetycki – 20-06-2015

Ile poezji jest dziś w poezji, czyli XIII edycja Portu Poetyckiego w Chorzowie

 

Kiedy wszelkie kwestie organizacyjne były dopięte na ostatni guzik, okazało się, że tegoroczna edycja Portu stanęła pod znakiem zapytania. Z powodu chaosu informacyjnego związanego z organizacją Dni Chorzowa nie było możliwości by impreza odbyła się jak co roku w Kompleksie Dobrego Smaku Sztygarka. Organizatorzy załamali ręce. Z pomocą przyszedł Naczelnik Kultury i Sportu Pan Rafał Zaręba i zaproponował, aby XIII edycja Portu odbył się w Chorzowskim Centrum Kultury. Propozycja wydawała się być kuriozalna, ponieważ w pierwszych zdaniach informujących czym jest Port czytamy: […] aby uniknąć sztywności domów kultury impreza odbywa się w klimacie kawiarnianym […] Jak się później okazało strach ma wielkie oczy i ku zaskoczeniu organizatorów publiczność zaakceptowała ze zrozumieniem tę jednorazową zmianę miejsca.

 

Początki były trudne, ale później z wiatrem płynęliśmy przez kolejne imprezy towarzyszące XIII edycji Portu. W dniu 14 czerwca, dzięki współpracy z Młodzieżowym Domem Kultury w Chorzowie odbyło się uroczyste rozstrzygnięcie IX Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „OKNO” przeznaczonego dla dzieci i młodzieży oraz XXIII Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. Marka Hłaski.

Na oba konkursy spłynęło około 550 prac, a w jury zasiedli: Barbara Janas-Dudek, Sabina Waszut i Katarzyna Bereta (konkurs Okno) oraz Katarzyna Zdanowicz-Cyganiak, Genowefa Jakubowska-Fijałkowska i Bogdan Prejs (konkurs M.Hłaski). Protokoły obrad jury można zobaczyć na stronie internetowej: www.portpoetycki.pl, a utwory młodych, zdolnych przeczytać w lipcowym wydaniu Kwartalnika Literacko-Artystycznego sZAFa, który od kilku lat promuje i wspiera oba konkursy.

 

18 czerwca dzięki sojuszowi z Dąbrowską Brygadą Poetycką w Muzeum Miejskim Sztygarka w Dąbrowie Górniczej odbył się IX Poligon Poetów. Gośćmi tej edycji byli: Barbara Janas-Dudek oraz Paweł Lekszycki. Spotkanie obu twórców i animatorów kultury poprowadził Patryk Chrzan. Zgromadzeni widzowie mieli okazję wysłuchać wierszy starych i nowych, a także bliżej poznać sylwetki poetów, ich inspiracje i zainteresowania twórcze. Spotkanie zakończył mini recital Marioli Koniecznej. [Marzena Orczyk-Wiczkowska]

19 czerwca spotkaliśmy się w Galerii MM przy Chorzowskim Centrum Kultury na wieczorze autorskim Joanny Starkowskiej i Piotra Tenczyka prowadzonym przez Weronikę Górską. Oboje autorów w bieżącym roku wydało tomiki poezji w Zaułku Wydawniczym Pomyłka. Ballada o wyrzynarce Joanny Starkowskiej stanowi jej debiut, natomiast Poemat o czasie przeżytym Piotra Tenczyka to jego druga książka. Przed i po rozmowie z poetami mogliśmy posłuchać autorskich piosenek Marioli Koniecznej, na czele z uwielbianym przez słuchaczy przebojem Pożegnanie z miastem. [Weronika Górska]

 

20 czerwca nastąpiła prawdziwa kumulacja doznań artystycznych. O godzinie 11.00 odbyły się warsztaty z wydawcą i poetom Bogdanem Zdanowiczem, który dzięki stylizacjom na zadany temat w ciekawy sposób pokonał opory wewnętrzne uczestników. Jak później napisał Paweł Dąbrowski w swojej relacji: to opory wewnętrzne zatrzymują nas czasami w pół kroku.

 

Po krótkim koncercie muzyki rockowej do tekstów poetyckich (Andrzej Kanclerz i Radioaktywni) rozpoczęła się część główna Portu. Tu utwory swoje czytali goście główni przeglądu Ewa Olejarz, Julia Szychowiak, Rafał Różewicz i wspomniany Bogdan Zdanowicz. Małgorzata Południak zaprezentowała autorkę towarzyszącej wystawy plastycznej. Obrazy Marzeny Ablewskiej-Lech zatrzymują uwagę. Zdecydowanie figuratywne prace wydają się być esencjami jakichś fabuł, zdarzeń, zapisu losu przedstawionych postaci. [Paweł Dąbrowski]

 

Kolejna część wieczoru to, jak co roku prezentacje poetyckie gości głównych poprzednich edycji. W tej części zaprezentowali się: Marta Fox, Roma Jegor, Małgorzata Południak,  Zenon Dytko, Krzysztof Tomanek, Magdalena Gałkowska, Jan Mieńciuk, Joanna Starkowska,  Weronika Górska, Marzena Orczyk-Wiczkowska, Włodzimierz Szymczewski, Jan Baron, Janina Szołtysek, Sławomir Bohdan Matusz, Bożena Boba-Dyga, Karol Samsel,  Bartosz Wiczkowski, Barbaras Janas-Dudek, Jacek Dudek, Grzegorz Derner, Marta Jurkowska i Natalia Zalesińska.

 

Dla rozładowania zagęszczonej poezją sali widowiskowej CHCK-u zaproszono na scenę Joannę Vorbrodt z Warszawy, która to po raz trzeci, ku radości publiczności zacumowała w Porcie. Leszek Jodliński w taki oto sposób podsumował koncert: Jej kreacja w Chorzowskim Centrum Kultury, przy okazji XIII edycji Portu Poetyckiego sprawiła, że  dołączyłem do rosnącego grona wyznawców  alternatywnego, ekspresyjnego i bardzo indywidualnego stylu jej brzmienia.

 

Po energetyzującym koncercie małżeństwa Votbrodtów przenieśliśmy się do sąsiadującego z CHCK-iem klubu muzycznego Dziekanat na ostatnią część wieczoru zwaną Hyde Park, w której zaprezentowało się około 25 poetów z całej Polski.

 

Niejako na pożegnanie Portu Poetyckiego, w czwartek 25 czerwca, w katowickiej Bistro & Bar ĆMA, odbył się drugi już wieczór poetycki. Tym razem gościem spotkania była Weronika Górska (1986) – chorzowianka, poetka i prozaiczka, autorka tomu wierszy Rozsznurowanie oraz laureatka wielu konkursów literackich. Czwartkowy wieczór wypełniony został poezją pełną motywów oraz odniesień do filmów, książek i postaci historycznych. Czytane przez autorkę teksty wywołały ożywioną dyskusję o trendach we współczesnej poezji i o wartości literatury kobiecej. Spotkanie zakończył Turniej Jednego Wiersza. Zwycięską butelkę Cydru otrzymała Judyta Ciszewska za wiersz mąż na niepogodę. [Sabina Waszut]

 

Od kilku już lat Port Poetycki to nie tylko główna impreza, która odbywa się corocznie w okolicach 20 czerwca. To również kameralne spotkania autorskie, wystawy, koncerty, warsztaty poetyckie, konkursy literackie i turnieje jednego wiersza. Zapraszamy do śledzenia nowych wydarzeń na stronę www.portpoetycki.pl. Z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie.

Barbara Janas-Dudek

[Miesięcznik Kulturalno-Społeczny „Śląsk” lipiec 2016]

untitled-0071

 

zawijanie do portu – Magdalena Gałkowska

[…] Tu można spłakać się ze wzruszenia i ze śmiechu, tu nie ma ważniejszych i mniej ważnych, tutaj ludzie przyjeżdżają bo chcą. Nie robią tego dla kasy, nie robią tego dla rozgłosu, robią to, bo w Chorzowie jest wyjątkowy klimat. Co roku są goście główni, czyli nasi „najważniejsi”, przypominają się poeci, którzy w tym charakterze byli na poprzednich festiwalach, jest w końcu Hyde Park, gdzie każdy kto ma ochotę może wyjść i przeczytać wiersz. I jak wszędzie są to wiersze różne, prezentują się mniej i bardziej doświadczeni poeci, są też osoby, dla których czasem to jedyna możliwość podzielenia się swoją twórczością. To nic, że nie wszystkie wiersze są wybitne i przełomowe, po to są organizowane warsztaty portowe, na których bardziej doświadczeni twórcy omawiają wiersze wszystkich chętnych. Można się więc podszkolić, powymieniać doświadczeniami, podyskutować, a nawet pokłócić. Co roku jest także koncert, w tym roku były nawet dwa. Trzeci raz z rzędu pojawili się Joanna i Romuald Vorbrodt, którzy jak zawsze stworzyli na scenie fantastyczne widowisko, bo głosu Joasi i kompozycji Romka reklamować nie trzeba, wystarczy posłuchać. […]

Kto jeszcze na Port nie trafił – bardzo polecam. Trzeba najpierw poczuć tę atmosferę, poznać ludzi, wkręcić się w klimat, a dopiero potem oceniać.
Już się cieszę na spotkanie za rok, oby minął tak szybko jak poprzedni.

całośc artykułu [tutaj]

 

Port Poetycki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Śląsk poezją stoi – Marta Fox
Na przekór i wbrew kopalnianym szybom i kominom hut. Więc to dobrze, że z różnych części kraju przyjeżdżają do nas twórcy, by się ogrzać w śląskich klimatach i serdeczności. I choć już najbardziej lubię czas spędzać w swojej dziupli i czytać WAS w fotelu, to przyjeżdżam do Chorzowa, aby posłuchać, jak brzmią głosy poetów, i popatrzeć, czy nadal jest magia w takim zgromadzeniu niekorporacyjnej społeczności.
Dudkowie Kochani, ma Mikołów swój Instytut, niech i Chorzów będzie dumny z tego, że ma Port. I tak trzymajcie. I róbcie swoje. A reszta, to „krecia robota i wiatr”.

Całość artykułu [tutaj]

Marta Fox

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pod znakiem Poezji – Andrzej kanclerz

 

Port Poetycki był wielkim świętem dla ponad dziewięćdziesięciu poetów, którzy przybyli do Chorzowskiego Centrum Kultury nie tylko z Polski. Mój występ z Radiooaktywnymi uważam za bardzo udany. Świetnie mi się śpiewało tym bardziej, że publiczność żywo reagowała. […]

11415526_865255823540424_3955965043727034277_o

 

 

Kotwiczenie w Porcie – Paweł Dąbrowski

 

[…] Kiedy samochód wspiął się na nią można było założyć, że zaczyna się wjeżdżanie w górną część Śląska. Aglomeracja przywitała nas słońcem przeplatanym z niewielkim deszczem. Lekko po jedenastej dotarłem do Chorzowskiego Centrum Kultury, gdzie zaczęły się kameralne warsztaty poetyckie. Tego typu zająć nie odpuszczam. Spotkać się z kimś celem czytania i rozmawiania o poezji to cały czas powód niezwyczajny. Dostrzegam w sali osoby znane mi z poprzedniej edycji Portu: Ewę, Leszka, Mateusza, a także organizatora wydarzenia Jacka Dudka. Kilkanaście minut wcześniej odstawiając pasażerki witałem się z współorganizatorką, prywatnie żoną Jacka, Basią Janas-Dudek.

Wsłuchuję się w czytane teksty, czytam ten, który przywiozłem, rozmawiam. Na chorzowskim deptaku, nieopodal gra orkiestra dęta. Równolegle trwa przegląd takich zespołów. Warsztaty kończymy zabawą w stylizacje na zadany temat. To pomysł prowadzącego zajęcia Bogdana Zdanowicza. Ciekawy sposób pokonywania oporów wewnętrznych. Bo to opory wewnętrzne zatrzymują nas czasami w pół kroku.

Po krótkim koncercie muzyki rockowej do tekstów poetyckich (Andrzej Kanclerz i Radioaktywni) zaczyna się część główna Portu. Tu utwory swoje czytają goście główni przeglądu Ewa Olejarz, Julia Szychowiak, Rafał Różewicz i wspomniany Bogdan Zdanowicz. Małgosia Południak prezentuje autorkę towarzyszącej wystawy plastycznej. Obrazy Marzeny Ablewskiej-Lech zatrzymują uwagę. Dużo się na nich dzieje, zdecydowanie figuratywne prace wydają się być esencjami jakichś fabuł, zdarzeń, zapisu losu przedstawionych postaci.

Po krótkiej przerwie kolejne prezentacje, krótsze. Dlatego ilość autorów narasta. Nie spodziewam się nigdy, że zdarzenia tego typu będą miały moc skupiania na sobie uwagi publiczności porównywalną ze spektaklem teatralnym. Ale nie o to chodzi. Jest pewna skończona ilość utworów poetyckich, które można jednego dnia przyswoić. Właściwością umysłu jest to, że potrafi automatycznie wyłączyć się w trakcie odczytu utworów o treści i stylistyce niezgodnej z wyobrażeniami odbiorcy. Ważna jest ogólna orientacja, dzięki której można zaplanować zbliżenie się do takich czy innych utworów wybranych poetów. Niektóre teksty wymagają czytania osobistego w stanie pełnej koncentracji. Innym służy parateatralne odczytanie ze sceny. Jest coś jeszcze. To możliwość spotkań jakie są tłem, a może treścią główną imprezy. Powoli więc kotwiczymy w Porcie Poetyckim. Coraz więcej jest kuluarowych rozmów, w ostatniej części prezentacji poetyckich, które obejmują wszystkich piszących uczestników wchodzimy w wieczór i noc. […]

całość artykułu [tutaj]
Foto: Leszek Jodliński

Foto: Leszek Jodliński

Muzyczne trzy po trzy (moje). Literska i Vorbrodt – Leszek Jodliński m.in. o koncercie Joanny i Romualda Vorbrodt

 

 

XII Edycja Portu Poetyckiego

warsztaty poetyckie z Jerzym Suchanikiem Port Poetycki XII edycja - 21-06-2014 - Kompleks Dobrego Smaku "Sztygarka"

Wiemy z dziejów starożytnych, że wielki myśliciel Platon w swojej wizji Państwa nie widział miejsca dla poetów. Wygnałby ich stamtąd jako element szkodliwy. Czy współczesny Platon miałby zrozumienie dla roli poetów? Poświęcają dużo energii na działania tak wątpliwie produktywne. Nie da się zmierzyć ich pracy rosnącymi słupkami zysku finansowego, gorzej – czytający lub słuchający wytworów ich umysłu ludzie zapadają w dziwny letarg, który może być groźny dla wskaźników ekonomicznych obliczonej na produkcję rzeczy użytecznych w materialnej gospodarce. Kiedy sztab zawodowych coachów walczy każdego dnia o holistyczną konstrukcję idealnego pracownika, którego mózg realizuje wyłącznie wyuczone algorytmy, a zdolności manualne spożytkowane są na pracę idealnego automatu, który każdą kalorię energii poświęci dla realizacji nadrzędnego dobra… Kiedy sztab profesjonalnych coachów trudzi się, aby w skali społecznej nie została uroniona najmniejsza drobina osobowej produktywnej energii, wkrada się poeta, który niweczy ich dzieło. Przebywający pod jego wpływem ludzie zaczynają rozmyślać w sposób niekontrolowany, zaczynają marzyć, tok ich myśli tworzy dziwne konstrukcje nazywane refleksjami, umysł oddala się od fizycznego tu i teraz. Gdyby współczesny Platon rozważył to wszystko mógłby podobnie jak jego starożytny odpowiednik dojść do wniosku o koniecznym wygnaniu poetów. Gdyby poeci wygnani zostali w sobotę 21 czerwca 2014 roku to w swojej tułaczce na pewno zawitali by do Chorzowa, do Sztygarki, na zlot osób takich jak oni, na dwunastą edycję Portu Poetyckiego.

O Porcie Poetyckim wiem od kilkunastu dni, chcę oderwać się od spraw bieżących, od powszednich ważnych problemów, od codziennego rytmu pracy zawodowej… Po siódmej rano wsiadam więc do ekspresowej linii komunikacyjnej, autokar wiezie mnie z Wrocławia w kierunku górnośląskiej aglomeracji. Czas podróży poświęcam na lekturę kilku ulubionych literackich witryn internetowych. Rozmawiam też na komunikatorze z kimś, kto nie mógł towarzyszyć mi na ten poetycki zlot. Budujemy wyobrażenie spotkania poetów. Rozmawiam i czytam, dojeżdżam, wyskakuję na katowicki bruk. Stamtąd dwa przystanki autobusem miejskim i kilkadziesiąt kroków do kompleksu Sztygarki. Pojawiam się na dziesięć minut przed planowanym początkiem warsztatów poetyckich. Witam się ze znaną mi z sieci poetką Małgorzatą Południak, widzę organizatorów Portu. Przede mną stoi Barbara Janas-Dudek, w wejściu do budynku Jacek Dudek rozmawia z pracownikiem ośrodka. Poznaję się z przybyłymi uczestnikami, słyszę imiona Wojtek, Ewa, Leszek, Adam, Mariola… W sali teatralnej trwają ostatnie prace przygotowujące popołudniowe zdarzenie główne i towarzyszące mu wystawy plastyczną i fotograficzną. My udajemy się na tyły budynku, gdzie w sali na piętrze zasiadamy przy podłużnym stole. Prowadzący warsztaty Jerzy Suchanek prosi pierwszą osobę o przeczytanie przygotowanego utworu. Słuchamy w skupieniu. Strząsamy z siebie resztki pośpiechu. Czas zaczyna płynąć inaczej. Znalazłem się w grupie osób, które spotkały się po to, aby rozważyć każde słowo, jego adekwatne użycie w stosunku do oznaczanej rzeczy, zjawiska, uczucia. Chcemy zbadać to w jaki sposób słowo może być nośnikiem sensów trudnych, subiektywnych, subtelnych, albo też emocji gwałtownych, stanów ducha euforycznych bądź niskich. Czy poezja może być nośnikiem treści publicystycznych? W jakich proporcjach żeby nie powiało mentorstwem? Czy wystarczy użyć w wierszu nazwy przedmiotu wywołującego dźwięk, aby dźwięk ten słyszalny był, a wraz a nim odczuwalny był taki a nie inny nastrój? W jaki sposób wyjąć słowo z jego utrwalonego związku frazeologicznego, żeby w nowym układzie nie wyszło sztucznie, banalnie czy niezamierzenie śmiesznie? W jaki sposób podjąć w poezji temat trudny taki jak niepełnosprawność dziecka, aby w efekcie wyszło poważnie i emocjonalnie, ale nie tkliwie?

Przychodzi czas pauzy. Papieros, kawa, herbata… Przenosimy się do kawiarni. W planie mieliśmy powrót. Nie udało się, bo kawiarnia i poezja dobrze się przecież komponują. Kontynuujemy warsztaty. Poruszamy tematy w zasadzie fundamentalne. Którzy poeci wyznaczyli punkty milowe polskiej twórczości lirycznej. Jaka jest rola twórczości poetyckiej w kodyfikacji, konserwacji i rozwoju polskiej mowy. Co nowego w sposobie mówienia wierszem.

Za oknem rośnie tłum przybywających gości. Za kilkanaście minut rozpocznie się zasadnicza część tegorocznej edycji Portu Poetyckiego. Zajmujemy miejsca w sali widowiskowej, gasną światła, krótkie powitanie i zaczyna się. Główni goście prezentują swoją twórczość. Znowu cisza, kontemplacja, aktywny odbiór, aktywny bo przekładający się na osobiste refleksje, na poszukiwanie bodźców kierujących myśl na nowe tory, wewnętrzne poszukiwanie pól wspólnych między światami czytającego i słuchającego.

Czytaniu towarzyszą dwie wystawy plastyczne, krótką mową wprowadzającą zaprezentowane zostają dwie artystki: Barbara Trzybulska i Anna Wołoch. Prace ceramiczne Trzybulskiej miałem okazję poznać wcześniej za sprawą tego, że obrazy tych prac używa Małgorzata Południach jako ilustracje do tekstów swojego blogu. Prace ciepłe, bo emanujące często czerwonawym kolorem wypalonej glinki. Fotografie Anny Wołoch wprowadzają widza w ciekawy świat, gdzie pozornie zwykłe obiekty, takie jak przykładowo poręcz krętych schodów, budują przestrzeń emanującą niezwykłością i zdają się otwierać okno do świata baśni. I nie ma w tym nic banalnego.

Kiedy na scenę wchodzi Joanna Vorbrodt i zaczyna się koncert jej piosenek, poetycki klimat portowego zlotu potężnieje. Nie tylko za sprawą wykorzystania w jednym z utworów tekstu poetki Magdaleny Gałkowskiej. Prezentowana muzyka, sposób jej wykonania, teksty tworzą dobry przerywnik i ilustrację zarazem do poetyckich prezentacji.

W kuluarach Portu robi się swobodniej, rozmowy, wymiana informacji pomiędzy tymi, którzy dawno się nie widzieli. Herbata, piwo… Miejscowi twórcy porzucają literacką polszczyznę na rzecz tej gwarowej, śląskiej. Słucham chciwie. Przed nami ostatnia część wieczoru Hyde Park i prezentacje kolejnych twórców. Czytanie z estrady, w świetle reflektorów, do mikrofonu, kierując słowa z jasnej sceny w kierunku ciemnej przestrzeni, ciemnej, ale bardzo osobowej. Trwa rotacja – widzowie wchodzą po kolei na estradę, schodzący ze sceny wracają na widownię.

Jest środek nocy gdy mój autokar rusza i wjeżdża w ciemność opuszczając Górny Śląsk, kierując się w stronę tego Dolnego. W głowie układają się słowa…

 

Paweł Dąbrowski  http://paweldabrowski-art66.blogspot.com/2014_06_01_archive.html

 

XI edycja Portu Poetyckiego 20 – 22 VI 2013

Bezpieczny port

 

 

 

Navigare necesse est, vivere non est necesse – żeglowanie jest koniecznością, życie nie jest koniecznością. Czy można to przełożyć na twórcze poczynania poetów? Kto był tego lata w Chorzowie na XI edycji Portu Poetyckiego wyrobił sobie swoje zdanie na ten temat. Ja patrząc, słuchając i uczestnicząc w poetyckim spotkaniu swoje wiem. Poezja dla ludzi jej oddanych, uprawiających ją z potrzeby i z pasją jest koniecznością, swoistym żeglowaniem po zaskakujących obszarach słów, znaczeń, myśli wreszcie. XI Port zaskoczył mnie różnorodnością propozycji.

Imprezy towarzyszące. Spotkanie z Teresą Rudowicz i Leszkiem Żulińskim w Tarnowskich Górach dało możliwość posłuchania dobrej poezji w doskonałym wykonaniu. Spotkanie promowało dwa z wydanych ostatnio przez Zaułek Wydawniczy Pomyła tomiki: Korzeń werbeny Teresy Rudowicz i Totamea Leszka Żulińskieego. Spotkanie prowadziła Izabela Fietkiewicz-Paszek a organizował w Galerii „Inny Śląsk” Krzysztof Tomanek. Kolejna propozycja to poezja Jacka Dudka, Marcina Rokosza i Marcina Sasa. Promocja tomów również wydanych przez szczeciński Zaułek Homo Silesius, Oddzielenie i Bezpowrotne wakacje Touretta.

Warsztaty literackie – interesująca propozycja dla niepewnych jeszcze swojego warsztatu poetów. Prowadzone z werwą przez Justynę Bargielską zgromadziły spore grono osób wymieniających doświadczenia, uczących się pisania na żywym organizmie wierszy. Nie było nudy, każdy miał okazję zaprezentowania tekstu i posłuchania, nie pozbawionej humoru analizy.

Wspomnienie Kapitana Orlika – spotkanie z Marią Broniewską-Pijanowską. Ciekawa podróż w przeszłość. Córka Władysława Broniewskiego opowiedziała o poecie i ojcu bez upiększeń i wystawiania pomnika. Spotkanie prowadził Włodzimierz Szymczewski, cytujący w trakcie swoje wiersze inspirowane twórczością Władysława Broniewskiego.

Wernisaż – tym razem wernisaż wystawy fotografii Pawła Szalankiewicza i obrazów Katarzyny Tchórz. Rozmowę z artystami o ich zainteresowaniach twórczych prowadziła Małgorzata Południak.

Goście główni  – kilkunastominutowe prezentacje własnej twórczości przez gości głównych: Justyny Bargielskiej, Bartosza Wiczkowskiego, Ilony Witkowskiej i Leszka Żulińskiego.

Magazyn wierszy – można było posłuchać przypominających swą twórczość poetów poprzednich portów. Nie sposób wymienić wszystkich nazwisk (odsyłam do fotoreportaży i plakatów). Jest ich już spora grupa i w tym punkcie organizatorzy chyba powinni pomyśleć o zmianie formuły, ponieważ ta część wkrótce zdominuje program Portu. Z drugiej strony, pomysł magazynu jest ciekawy, czytane są wiersze dobre, poddane próbie czasu.

Koncert. W przerwie między Magazynem Wierszy a Nocą Poezji odbył się koncert Zespołu Staszka Kukorowskiego.

Noc poezji. Trzyminutowe wystąpienia poetów. Ten czas oddano do dyspozycji poetów, którzy zgłosili w Porcie swoje uczestnictwo i wykorzystali okazję zaistnienia na tak dużym forum. To z tego grona wyławiani są goście główni kolejnych spotkań, ale i dobra to okazja dla debiutujących poetów. Podczas trwania imprez można było kupić przywiezione przez autorów i wydawców tomiki poezji.

Ratujmy Romka – można było również za pomocą takiego zakupu wesprzeć akcję pomocy Romkowi Knapowi. Akcja ciągle trwa.

Wszystkich spragniony szczegółów odsyłam do fotoreportaży zamieszczonych na Facebooku i innych relacji. Zachęcam do lektury. http://portpoetycki.pl/galeria-zdjec-portow/

Magda Krytkowska Salon Literacki

Port Poetycki XI edycja - 22-06-2013

 

 

 

 

Pomieszczenia po byłej kopalni „Prezydent” w Chorzowie miały wyjątkowe szczęście bo nie zburzono ich ale zagospodarowano dla celów kulturalnych.  Została odnowiona i zakonserwowana unikatowa wieża wyciągowa wykonana ze wzmocnionego betonu. Zasadniczo wszystkie wieże wyciągowe na kopalniach są wykonane z metalu.  Jest tu hotel, SPA, restauracja, kawiarnia „Pod Wieżą”. Ogólnie kompleks nazywany jest SZTYGARKĄ.

W tę sobotę, w  „Magazynie Ciekłego Powietrza” –  największym  pomieszczeniu przed sceną, przy stolikach obszernej hali zgromadzili się poeci chyba z całej polski na kolejnej XI edycji Portu Poetyckiego organizowanego przez Barbarę Janas-Dudek, Jacka Dudka i Włodzimierza Szymczewskiego.

Przed inauguracją Portu, o godz. 11.00 odbyły się warsztaty poetyckie  prowadzone przez Justynę Bargielską, dwukrotną laureatkę nagrody literackiej Gdynia, nominowaną w bieżącym roku do nagrody literackiej Wisławy Szymborskiej.

W godzinach popołudniowych,  o 14.30 mieliśmy okazję wysłuchać niezwykłego dialogu Marii Pijanowskiej-Broniewskiej (córki Władysława Broniewskiego)  z poetą  Włodzimierzem Szymczewskim

Maria opowiedziała o ojcu jako niepoprawnym  romantyku, wielkim patriocie.

 

O godzinie 16.00 rozpoczęto część główną wieczoru, w której zaprezentowali swoją twórczość: Justyna Bargielska (Warszawa), Bartosz Wiczkowski (Dąbrowa Górnicza), Ilona Witkowska (Wrocław) oraz poeta i krytyk literacki Leszek Żuliński (Pruszków).

 

Następnie redaktor Kwartalnika Literacko-Artystycznego Szafa, Małgorzata Południak przedstawiła sylwetki autorów wystawy portowej, Katarzynę Tchóch (malarstwo) i Pawła Szałankiewicza (fotografia).

 

Po kilkuminutowej przerwie przypomnieli się goście główni poprzednich edycji Portu Poetyckiego w Chorzowie. Byli to: Marta Fox, Roma Jegor, Małgorzata Południak, Beata Bigos, Marcin Rokosz , Mirosława Pajewska, Zenon Dytko, Izabela Fietkiewicz-Paszek, Krzysztof Tomanek, Karolina Kułakowska, Teresa Rudowicz, Jacek Kukorowski, Magda Gałkowska, Jan Mieńciuk, Joanna Proszowska-Starkowska, Weronika Górska, Marta Jurkowska, Cezary Sikorski i Danuta Perier-Berska.

 

W ramach głębokiego oddechu zagrał zespół Stanisława Kukorowskiego z Poznania, który rozruszał nieco słuchaczy.

 

O godzinie 20.30 odbyła się „noc poezji”. W tej części wieczoru scena została otwarta dla wszystkich chętnych twórców, którzy mieli ochotę podzielić się swoją poezją ze słuchaczami. Na „noc poezji” zjechali się poeci w wielu zakątków polski.

 

To był niezapomniany dzień, pełen poetyckich fraz, malarskich sztychów, fotograficznych ujęć, a także ciekawych rozmów o szeroko pojętej kulturze. Oby więcej takich imprez.

 

 

Jan Mieńciuk  – 20 Kroniki Śląskie
 
Leszek Żuliński - Port Poetycki Chorzów

 

 

 

 

Cudny Śląsk

W miniony piątek i sobotę byłem na Śląsku. Krzysztof Tomanek zaprosił mnie i Teresę Rudowicz na wspólny wieczór autorski do Tarnowskich Gór. Jak niektórym wiadomo, nasze nowe tomiki – Korzeń werbeny Teresy i moja Totamea co nieco „rymują się” ze sobą – więc to już było trzecie takie nasze spotkanie, po odbytych wcześniej w Szczecinie i Warszawie. Tym razem cudnie poprowadziła je Izabela Fietkiewicz-Paszek, poza tym znakomita była, rozdyskutowana publiczność.

Następnego dnia byliśmy już w Chorzowie na Porcie Poetyckim organizowanym od kilku lat przez Basię Janas-Dudek i Jacka Dudka. Tam, jak zawsze, przewijający się, balansujący tłum ludzi czytających wiersze i słuchających wierszy. Atmosfera Sztygarki to prawdziwy klimat factory, choć ulegający swą dawną poetyką klimatom nowej  liryki. Wspaniały jest luz tej imprezy, choć przecież trzymanej w rytmie i ryzach przez organizatorów.

Przyjechała Pani Maria Broniewska-Pijanowska, która mówiła arcyciekawe rzeczy o Poecie. Justyna Bargielska prowadziła warsztaty poetyckie (co ja robiłem w poprzedniej edycji Portu), była muzyka i była wystawa obrazów. Działo się! A my po prostu czytaliśmy wiersze popijane kawką i zakąszane smakołykami z mieszczącej się za ścianą restauracji. Zlot znajomych z całej Polski. Szczególnie cieszę się, że zobaczyłem Romę Jegor, Martę Fox, Wojtka Michalca, Czarka Sikorskiego… W tej edycji Portu miało też miejsce szlachetne wydarzenie: poeci ofiarowali do nabycia swoje książki, dochód ze sprzedaży których ma wesprzeć Romana Knapa znajdującego się w opłakanej sytuacji zdrowotnej. Hmmm, może jednak stanowimy jedną rodzinę, choć tak często nic na to nie wskazuje…

Krzysztofowi Tomankowi, Basi i Jackowi Dudkom bardzo, bardzo dziękuję, że mogłem u nich gościć…

Leszek Żuliński

Justyna Bargielska - Port Poetycki Chorzów

 

 

 

 

 

Czerwcowy Port Poetycki zapoczątkował nowy etap istnienia tej imprezy. Pierwotnie poeci portowi spotykali się cztery razy w roku, potem dwa razy, natomiast edycja jedenasta jest jedyną w roku 2013. Można zastanawiać się, czy to dobrze, czy źle, czy lepiej byłoby utrzymać dotychczasową powtarzalność letnio – jesienną. W czasie, gdy sukcesem jest w ogóle zorganizowanie takiego spotkania cenić trzeba to, że Port trwa i jest gdzie zacumować.

Program tegorocznego spotkania zapowiadał sporo mocnych wrażeń. Rzeczywiście sobota 22 czerwca pękała w szwach od spotkań z poezją na pierwszym planie.

Justyna Bargielska – utytułowana polska pisarka – okazała się świetną w kontakcie, barwną postacią, której warsztatowa ekwilibrystyka pozostaje w pamięci na długo. Każdy z prowadzących warsztaty ma własne metody oddziaływania na tych, którzy chcieliby się czegoś nauczyć, przekroczyć kolejny próg rozwoju, rozbić kolejny schemat. Justyna zaraziła uczestników potrzebą obserwacji tekstu nie tylko jako dzieła immanentnego, ale jako komunikatu, który skupia zarówno biografię intelektualną nadawcy, jak i odbiorcy. Tekst nigdy nie ląduje w próżni, zawsze jest odczytany j a k o ś, wiele zależy jednak od tego, w jakim stopniu autor zaprojektuje odbiór i na jaki kod się zdecyduje. Zatem aspekt komunikacji, kontaktu został zaprezentowany i w postaci techniki pozrozumiewania się z uczestnikami, a także w sferze analizy literackiego sposobu istnienia dzieła. Mimo perfekcyjnie działającej klimatyzacji – było gorąco. Portowe warszaty zawsze są emocjomujące. Oczywiście przede wszystkim dlatego, że autorzy – słuchacze wystawiają swoje teksty na poważną próbę, poddają je dyskusji grupy oraz czekają na reakcję autorytetu. Drugim czynnikiem wywołującym emocje jest odkrywanie w tej dyskusji bądź własnego błądzenia, bądź potwierdzenie, że droga literacka, jaką się wybrało – jest raczej sensowna…

Kto po takiej łaźni dał jeszcze radę, popędził na prowadzoną przez Włodzimierza Szymczewskiego rozmowę z córką Władysława Broniewskiego – Marią Pijanowską – Broniewską. Gość niecodzienny, zważywszy, że Port skupiony jest na poezji niezamkniętej jeszcze w kronikach, a raczej właśnie dopiero co wydanej na świat. Bardzo to ważne spotkanie, zarówno literacko, jak i historycznie.

W edycji tej nie zabrakło tradycyjnych elementów Portu – malarstwa i fotografii. Ta część należała do Katarzyny Tchórz i ekspresji jej postaci tak energetycznych, że zdawały się być cudem zatrzymane na płótnie. Obok – Paweł Szałankiewicz. Jego zamrożone w kadrze impresje stawiały widza wobec nieuchronnej reakcji na przekaz. Można było podejrzeć artystów w rozmowie z Małgorzatą Południak.

Święto poezji na Porcie to słuchanie, słuchanie, słuchanie… W trzech etapach pojawiali się poeci najbardziej znani, znani mniej i ci, których można było dopiero poznać. Justyna Bargielska, Bartosz Wiczkowski, Ilona Witkowska i Leszek Żuliński – prezentacja tych autorów była kolażem tego, co współczesnpoezja w sobie kryje. Niejednorodność to jej drugie imię, a dzięki temu właśnie jest bardzo interesująca. Dystans Leszka Żulińskiego do przeżywanych teraz i dawniej rzeczy, filozoficzne kompozycje Bartosza Wiczkowskiego, barwna ekspresja Ilony Witkowskiej, a przy tym wszystkim Justyna Bargielska i jej obrazy – historie, wyrywające się z zamknięcia w tekście, żywe. To okazja, aby poznać lepiej nie tylko Bargielską literacką, ale także – poetkę.

Dawka coverów zafundowana przez muzyczny skład – Grupę Staszka – obudziła nieco zmęczone potężną dawką słów umysły. Można było kontynuować słuchanie, słuchanie, słuchanie… W międzyczasie dyskusje, mniej lub bardziej surowe oceny poezji i postaw – słowem wszystko to, co stanowi o istnieniu świata poetów.

Przeglądając się w cudzych słowach, patrzymy uważnie na własne. Zwracając uwagę na świat innego, drugiego – ocalamy własny. Istniejemy, dopóki słuchamy, słuchamy, słuchamy… Nie tylko szumu fal, obijających się o samotną burtę.

 

Mariola Konieczna – kwartalnik literacko-artystyczny Szafa

 

Miesięcznik Społeczno Kulturalny Śląsk nr 6 (212) * czerwiec 2013 – Z miasta królów do Królewskiej Huty – czyli jak to z Portem Poetyckim było – artykuł Marioli Koniecznej

z miasta królów do królewskij Huty - czyli jak to z Portem Poetyckim było

 

X edycja Portu Poetyckiego – Chorzów – Sztygarka – 24-11-2012

 
 

Wróciłem z Portu Poetyckiego Chorzów… To była dziesiąta edycja tej imprezy, którą wymyślił Jacek Dudek i którą organizuje wraz ze swą żoną, poetką, Basią Janas. Impreza odbywa się w Sztygarce, czyli typowej resztówce, jaka pozostała po chorzowskiej kopalni Prezydent. Miejsce bardzo piękne, jeśli zgodzić się na „kulturalna factory”, co modne w naszych czasach i sprawdza się nieźle.

Byłem po raz pierwszy na tej imprezie i wróciłem zachwycony. Jak zwykle o sukcesie decyduje atmosfera towarzyska, która chyba wszystkich ukontentowała. Ja od godziny 10.00 do 14.00 prowadziłem warsztaty poetyckie. Przyszło na nie 10 osób, którym poświęciliśmy cztery godziny (piszę w liczbie mnogiej, ponieważ wspierał mnie cudnie Karol Samsel). Zdążyliśmy w tym czasie omówić tylko po jednym wierszu każdego autora, co może uświadomić nieobecnym, jak – mam nadzieję – wnikliwie i solidnie skupialiśmy się nad tekstami.

Potem na dużej hali odbyło się masowe czytanie wierszy. Frekwencja nie zawiodła – około 150 poetów, którzy przyjechali z całej Polski, przeczytało teksty w tym maratonie. Cóż za przegląd autorów, talentów, poetyk, tematów i zdolności autoprezentacyjnych występujących osób. Poza tym pełny luzik – można było łazić po hali, siedzieć, stać, wychodzić na kawkę, piwko czy papierosa – jednym słowem wspaniała swoboda bez zadęcia. Nie mówiąc już o tzw. relacjach interpersonalnych, czyli o tym, że była okazja do wielu prywatnych rozmów i zaprzyjaźnień. Walor integracyjny więc oceniam na sympatyczną piątkę.

Leszek Żuliński

całość relacji [tutaj]

 

Cuda w poezji – Sztygarka

24.11.2011 – X Port Poetycki w Chorzowie
 

Dawniej było w Chorzowie ciekawie: węgiel kopano, a w samym środku miasta zwanego Królewską Hutą stały piece Huty Kościuszko, które oświetlały całą okolicę podczas wytopu. Wiadomo Chorzów do żeglownych akwenów nie należy, ani tu rzeka spławna, a i morze daleko. A jednak teraz Port ma – wielki i sławny. Jak przystało na tytułowe cuda – poetycki, a na dodatek już dziesiąty. Port rozpoczął się o godzinie dziesiątej. Warsztaty poetyckie prowadził Leszek Żuliński, doświadczony krytyk literacki przy wsparciu Karola Samsela, wschodzącej gwiazdy literackiego firmamentu. O godzinie czternastej wystawiono monodram M. Dworakowskiego „Sztuka fugi” (na podstawie C. Sikorskiego).

 

Wojciech Michalec

całość relacj [tutaj]

 

Cynowy jubileusz, czyli co słychać w „Porcie”?

Po raz dziesiąty, jubileuszowy, poeci zawinęli do „Portu Poetyckiego” w chorzowskiej Sztygarce. Jak bardzo  spotkania zmieniły swój charakter, pisałam w poprzedniej relacji. To impreza, która sukcesywnie się rozwija, nabiera pędu, niepowtarzalnego charakteru. Co wyróżnia „Port” wśród innych podobnych zdarzeń?

Wydaje się tym być atmosfera. Jest bardzo serdeczna, a sam festiwal to nie konkurs, gdzie panują pewne sztywne zachowania i zasady, a raczej przegląd poetów i rodzajów poetyk. Każdy prezentuje się od strony, jaką uważa za właściwą. Nikt nie ocenia, nie krytykuje. Wydaje się, że ludziom to odpowiada, bowiem takiej ilości twórców wtłoczonych w jedno – co prawda wielkie, ale jednak jedno – pomieszczenie, jaką ujrzałam 24 listopada, trudno znaleźć na podobnie niszowej imprezie kulturalnej, jaką jest spotkanie poetyckie. Organizatorzy, czyli Basia i Jacek Dudkowie oraz Włodzimierz Szymczewski są otwartymi na sugestie i uwagi ludźmi. Nie zastygli w schematach organizacyjnych, dają z siebie wiele, ale też chętnie przyjmują każdą pomoc w realizacji przedsięwzięcia. Sęk w tym, że pomocy dostają niewiele.

Tegoroczna edycja rozpoczęła się aperitifem w postaci wieczoru poezji Oli Słowik z Poznania i Małgorzaty Południak, do niedawna szczecinianki, obecnie mieszkającej w Irlandii. Wieczór odbył się w piątek 23 listopada w Galerii Sztuki „Inny Śląsk” w Tarnowskich Górach. Było miło, zabawnie, swojsko, ale też miejscami niespokojnie, gdy prowadzący próbowali pytać autorki o ich wnętrza, zaglądać pod zasłonki z wierszy. Mam nad czym rozmyślać po tym spotkaniu.

W sobotę rano, po godzinie dziesiątej, rozpoczęły się warsztaty z Leszkiem Żulińskim wspieranym przez Karola Samsela. Uczestników było 10, każdy przedstawił po jednym wierszu. Wypowiedzieć mógł się każdy, jednak „neczelstwo” bezpardonowo dzierżyli prowadzący. Myślę, że większość nie śmiała zabierać głosu. Korzyść ze spotkania odnieśli ci, którzy zechcieli znaleźć w słowach krytyków nie tylko pochwałę, ale i wskazówkę. Było warto.

Po krótkiej przerwie spotkaliśmy się wszyscy w Magazynie Ciekłego Powietrza. Wysłuchaliśmy najpierw wierszy gości głównych: Marty Fox, Magdaleny Gałkowskiej, Dawida Junga, Teresy Radziewicz, Karola Samsela. Każde z wystąpień było inne, każde niepowtarzalne. Cennym było wysłuchać znanych sobie tekstów w wykonaniu autorów. To zawsze jest ciekawe doświadczenie. W czasie poetyckiej przerwy przedstawiono twórców sztuk wizualnych, którym urządzono wernisaż: Piotra Króla i Marzenę Naliwajko – malarzy oraz Marię Kuczarę – autorkę fotografii artystycznych, która ujęła odbiorców szczerym wyznaniem, że zajęła się fotografią, ponieważ nie ma talentu plastycznego. Prace artystów podobały się bardzo, jeszcze po spotkaniu można było słyszeć rozmowy w kuluarach na ich temat.

Izabela Wageman

całość relacji [tutaj]

 

Magazyn Ciekłego Powietrza w Chorzowie, duża sala ze sceną. Jedno z miejsc Sztygarki (jest jeszcze restauracja, kawiarnia, pensjonat). Ładne miejsce, w ładnym miejscu dobre słowa.
Barbara Janas Dudek, Jacek Dudek, Włodzimierz Szymczewski – to dzięki ich pasji, uporowi, szlachetnemu „wariactwu” od 10 lat spotykają się na Śląsku poeci, by podzielić się wierszem, jak kromką chleba z masłem. Przyjeżdżają z różnych miast okolicznych, a także z Poznania, Szczecina, Kielc, Kalisza, by przeczytać jeden wiersz, ogrzać się życzliwością, wymienić poetyckimi książkami. Rozmawiają o poezji bez zadęcia, uczestniczą także w warsztatach poetyckich. Każdy pragnie pogłaskania, to oczywiste. Nie piszą do szuflady, każdy chce się dzielić, uchylać drzwi do swojego świata.
Niby niewiele się zmieniło od czasów, w których jeździłam na poetyckie zloty najpierw jako dziennikarka, pisząca o imprezie, potem autorka czytająca swoje wiersze. A jednak mam wrażenie, że dzisiaj nie ma zadęcia, szyldów pełnych patetycznych haseł, nawołujących o sztukę czasu, w którym żyjemy, o wartości. Poezja jest wartością samą w sobie. Poezja i dobroć – więcej NIC, jak pisał Norwid. Niekoniecznie trzeba wiersz napisać, ale koniecznie choć jeden dziennie przeczytać.

 

Marta Fox

całośc relacji [tutaj]

 
 

Lepsze wrogiem dobrego?

 

Nic z tych rzeczy. Nie w przypadku IX edycji „Portu Poetyckiego” zorganizowanej 16 czerwca 2012 r. w kompleksie zabytkowym „Sztygarka” w Chorzowie przez Barbarę Janas – Dudek i jej męża Jacka Dudka, Włodzimierza Szymczewskiego i Urząd Miasta Chorzów. Impreza kulturalna integrująca sztuki audio-wizualne przeszła metamorfozę. Z kameralnego spotkania zmieniła się duże przedsięwzięcie obejmujące już nie tylko poezję, grafikę, malarstwo, fotografię, ale i spektakl autorski oraz warsztaty literackie. W poprzednich edycjach założenie obejmowało dwie części – w pierwszej prezentowali się goście główni, czyli poeci zaproszeni przez organizatorów mający swoje „10 minut”, w drugiej przypominali się twórcy z poprzednich edycji. Całości towarzyszyły wystawy obrazów, grafik, fotografii i muzyka.

Żywo w pamięci mam poprzednią edycję, kiedy to byłam jednym z głównych gości i po raz pierwszy bez tremy wychodziłam na scenę. Już wtedy postanowiłam zostać stałym uczestnikiem czy choćby widzem wydarzeń, gdzie w miejsce sztywnych form i konwenansów weszły otwartość i atmosfera równości między artystami. Gospodarze są ciepłymi i zabawnymi ludźmi, opiekuńczymi dla wszystkich, którzy gubią się w obcym mieście, cierpliwie znoszącymi wszelkie „ale” swoich gości.

Oficjalnie Port zaczął się w sobotę, jednak na piątek zapowiedziano monodram Barbary Janas – Dudek „Zakład pracy chronionej”, na który osobiście dość długo czekałam. Znając część tekstów oraz zdjęcia z prób i występów autorki w Szczecinie, w galerii „Trystero”, chciałam usłyszeć i ujrzeć syntezę tego, co do mnie docierało. Efekt niesamowity. Wiedziałam, że decyzja o przyjeździe dzień wcześniej jest słuszna, ale zupełnie nie spodziewałam się takiej satysfakcji. Sztuka (bo to już jest sztuka) dopracowana w szczegółach, tekst poetycki kompatybilny z ruchem i scenografią. Tym, którzy nie widzieli spektaklu, gorąco polecam. Myślę, że nie trzeba też wcześniej znać treści monodramu. Dzięki szczegółowym didaskaliom wygłaszanym przez Jacka Dudka, nic nie pozostaje niejasnym.

Kolejna nowość, to sobotnie, przedpołudniowe spotkanie z poetą, krytykiem literackim, redaktorem radiowym, Maciejem Szczawińskim. W gronie kilkunastu osób mogliśmy porozmawiać o szczęśliwym upadku postmodernizmu w literaturze, zawartości poezji w naszych wierszach i wysłuchać uwag krytycznych na temat kondycji naszej twórczości. Krótkie, ale ciekawe było owo spotkanie. Zapewne nie każdy zgodził się ze zdaniem pana Szczawińskiego, ale tak bywa tam, gdzie styka się twórca z subiektywnym odbiorcą, choćby był najbardziej obiektywnym z krytyków.
Po krótkiej przerwie rozpoczęła się zasadnicza część chorzowskiego spotkania – prezentacje gości głównych: Mirki Szychowiak, Małgorzaty Południak, Kacpra Płusy, Doroty Surdyk, Jacka Kukorowskiego, Andrzeja Waltera. W międzyczasie można było pokontemplować obrazy Piotra Mosura, grafiki Macieja Woltmana czy zdjęcia Beaty Patrycji Klary.

Spora to dawka kultury. Powiedziałabym nawet – uderzeniowa. W atmosferze dusznej sali wystawowej, domu kultury czy galerii pewnie odczuwalibyśmy niemałe zmęczenie, jednak w nieskrępowanej przestrzeni byłego magazynu ciekłego powietrza, przewiewnego, surowego i klimatycznego nie zauważyłam znużenia czy znudzenia. Hania Dikta po powrocie zażartowała „chciałam iść do baru po wodę, ale nie było na kim wyjść”. I to prawda. Zarówno goście honorowi, jak i przypominający się w dwuminutowych występach trzymali większość publiczności w miejscu. Każdego chciało się usłyszeć, choć niektórzy koniecznie chcieli zachować dla siebie swoje teksty czytając zbyt cicho lub „w podłogę”. Zespół Toonel, który aranżował oprawę dźwiękową, musiał wtedy przycichać do minimum.

Było jednak coś, co nie zagrało do końca. Podczas recitalu Marioli Koniecznej, prezentującej muzycznie poezję, na sali zostało niewiele osób. Lwia część po przerwie w prezentacjach nie wróciła na występ. Niech żałuje, bowiem głos dziewczyna ma jak dzwon, a teksty interpretuje interesująco. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś ją usłyszę.

Nie można zapomnieć również o kramie z książkami, gdzie mogli się wystawić wszyscy publikujący autorzy. Z cymesów był świeżutki „Zakład pracy chronionej” Basi Janas – Dudek obok większości pozycji wydawniczych „Zaułka”, ale widziałam też niedawno wydaną „Stop – klatkę” Hanny Dikty, książki Szychowiak, Dydki, Matusza, Zając, Kukorowskiego, Radziewicz, Dziedzic, Waltera, Orczyk – Wilczkowskiej, Kanclerza i kilkogra innych (w tym swoją). Było w czym wybierać, a jednak niewiele pozycji zeszło, część autorzy rozprowadzali w postaci upominków.

Byłam, widziałam, opowiedziałam. O wynikach meczu Polska – Czechy, który obejrzeliśmy wspólnie w sztygarkowej kawiarni i emocjach jakie w nas wzbudził nie opowiem, bo nie wypada. Za to nadmienię, że kuluarowe nocne rozmowy w niewielkim gronie były równie miłe jak całe wydarzenie. Do zobaczenia za kilka miesięcy!

Izabela Wageman


43 numer Kwartalnika Literacko-Artystycznego sZAFa

 

 
 
 
 
 
SALON LITERACKI www.salonliteracki.plVIII edycja Portu Poetyckiego
 

W listopadowe popołudnie 5.11.2011 r. wybrałam się na spotkanie poetyckie do Sztygarki, kompleksu kulturalno – turystycznego w Chorzowie. Trafić we wskazane miejsce udało się po krótkim błądzeniu po mieście. Najpierw zakwaterowanie z pensjonacie urządzonym ze smakiem. Potem krótki relaks w kawiarni Pod Wieżą. Wreszcie czas ruszyć na spotkanie.
Sala. Wielka powierzchnia magazynu ciekłego powietrza przerobiona tymczasowo na lokal kulturalny, a w nim scena, kawiarniane stoliki i krzesła. Na scenie kanapa w bordowe kwiaty, stolik, lampa, bukiet kwiatów. To wszystko. Wokół sceny i w pobliżu wejścia stelaże z obrazami Anny Dudek.

Parę minut po 16.00 na scenę weszli Basia Janas – Dudek, Jacek Dudek i Włodzimierz Szymczewski, organizatorzy VIII edycji Portu Poetyckiego. Przywitali nas, zaprezentowali sylwetki gości głównych oraz zespół Toonel, który akompaniował czytającym i dał koncert po prezentacjach. Panowie muzycy szarpali, trącali i co ciekawe, traktowali smyczkami gitary rodząc dźwięki w zależności od klimatu wierszy prezentowanego autora. Przyznaję, że z dużym zainteresowaniem przyglądałam się temu.
No to prezentacja. Goście główni mieli po dziesięć minut dla siebie. Ci główni to: Jan Baron i Łukasz Gamrot z Katowic, Barbara Gruszka – Zych z Czeladzi, Roma Jegor z Mikołowa i ja, Izabela Wageman z Kędzierzyna – Koźla. Większość występów podobała mi się, ale największe wrażenie, wiadomo – subiektywne, zrobiła na mnie pani Roma Jegor prezentująca wiersze z książki „Tatuaż na jabłku” traktujące głównie o sprawach damsko – męskich. Najbardziej ubawił z kolei publiczność Łukasz Gamrot czytając opisy swoich slamowych przeżyć .
Przypomnieli się też goście poprzednich edycji czytając po dwa wiersze. Postaci były barwne, niektórzy bardzo starali się być „grzeczni” i opanować swoje wrodzone chęci robienia show (z różnymi skutkami). Niemniej było ciekawie i przyjemnie. Mogłam poznać, a nawet uścisnąć lub być uściśniętą przez tych, których znałam dotąd tylko z ich tekstów i rozmaitych miejsc internetowych.
Po naszych prezentacjach zagrał zespół muzyczny. Panowie przedstawili swoje wersje znanych już utworów, ale i „kawałki” autorskie. Koncert trwał zbyt krótko jak na moje „widzimisię”. Mam nadzieję zetknąć się z nimi gdzieś i kiedyś.
Co zabrałam ze sobą po tym spotkaniu? Kilka nowych książek, nazwisk, wierszy, smak szarlotki i wina, fotografie oraz przekonanie, że warto było pojechać. Liczę na powtórkę w przyszłym roku.

Izabela Wageman

I JA TAM BYŁAM

W tym roku byłam jednym z sześciu głównych gości VII edycji Portu Poetyckiego. Organizatorów tej imprezy – Barbarę Janas–Dudek i jej męża – poznałam rok temu w Muzeum Chorzowskim, w czasie prezentacji własnej twórczości poetyckiej, na spotkaniu poetycko-muzycznym z cyklu “Wiersze na każdą pogodę“ – JESIEŃ NIE MUSI BYĆ SMUTNA. Ich “zakrecenie w poezję” było od razu widoczne. Jeszcze tak dużo czasu dzieliło ich od VII edycji Portu, a oni już opowiadali o tym, jaki on będzie. Nie spodziewałam się, że pojadę na Port, dlatego moja radość z otrzymanego zaproszenia była tym większa.

I sprawdziły się przeczucia – była to impreza zorganizowana perfekcyjnie, dopracowana w każdym szczególe. Już samo powitanie gości stworzyło rodzinną atmosferę, bez podziałów na wielkich i małych. Sztygarka (tak nazywało się miejsce, w którym odbyła się impreza) skrywała w swoim wnętrzu wszystkie elementy potrzebne do wytworzenia wspaniałego klimatu dla poetów, malarzy i przybyłych gości, z wernisażem Korneli Chojnackiej włącznie. Urok osobisty, jak i piękna kreacja prowadzącej VII Edycję Portu, świadczyły o smaku i podnosiły rangę spotkania. Poezja zawładnęła nie tylko czytającymi, ale i słuchaczami, a to świadczy o tym, że wiersze – choć bardzo różnorodne – podobały się widowni. Niektórzy czytali swoją poezję korzystając z miękkiej sofy, która zdobiła estradę, pozostali – występowali tradycyjnie – przed mikrofonem. Poezja chłodziła się w złotym piwie, a moje wargi w jego pianie. Patrzyłam na rozstawione na sztalugach obrazy i myślałam, że duży wysiłek organizatorów nie poszedł na marne.
Port odbył się już po raz siódmy i każdy kolejny jest wspanialszy. Organizatorzy, jeszcze młodzi, tchną zapałem, który emanuje na gromadzących się wokół nich artystów. Tworzą wspaniałe wizje, które potem realizują. A my? (tu ukłon w stronę sponsorów i tych, co kochają coś robić) powinniśmy im w tym pomagać. Do spotkania na VIII edycji Portu w Sztygarce w Chorzowie (kiedy to piszę) zbliżyłam się o sześć dni. Zatem dziękuję organizatorom i do miłego spotkania.

Danuta Perier – Berska

PAŹDZIERNIKOWY NUMER „SZAFY” www.szafa.kwartalnik.eu – VII edycja Portu Poetyckiego

Chorzów dwa razy w roku staje się miastem poetów. Przyjeżdżają zewsząd, nie bacząc na odległości, przesiadki i ilość godzin. Nie inaczej było i w tym roku – 18 czerwca zjechali się portowi goście ze wszystkich stron Polski. Od Szczecina przez Sopot, Gdańsk, Gorzów, Kalisz, Poznań, Kielce, Kraków, Ostródę, Olkusz, Cieszyn, Warszawę, Łódź, Sosnowiec oraz nasi śląscy poeci z Katowic, Mikołowa, Gliwic, Rudy Śląskiej, Tarnowskich Gór, Bytomia, Świętochłowic, Zabrza.

Była to już VII edycja Portu Poetyckiego, ale pierwszy raz w Sztygarce, nieczynnej kopalni, chętnie udostępnianej na imprezy kulturalne. Pomieszczenia magazynu ciekłego powietrza zostały pięknie zaaranżowane. Surowa sala ze stolikami i sceną wyposażoną w kanapę, lampę i stolik z kwiatami zyskała nowy wygląd. Mam nadzieję, że portowcy zagoszczą tam na stałe. Bo miejsce doskonałe. Jest tu wszystko: restauracja, kawiarnia ( ze świetną obsługą i równie świetnym menu), hotel, nieczynny szyb z iluminacją świetlną, który w nocy robi niesamowite wrażenie.

Gospodarzami, pomysłodawcami i organizatorami Portu jest niezwykłe, poetycko zakręcone małżeństwo – Barbara Janas-Dudek i Jacek Dudek. Poznałam ich w ubiegłym roku, kiedy pierwszy raz przybiłam do Portu. Jeden raz wystarczył, by wracać. O Basi nie da się pisać bez wykrzykników i entuzjastycznych słów. Bo Basia jest jak szampan – kręci w głowie, dodaje animuszu, ponadto zaraża optymizmem, pasją, dobrą energią, którą dzieli się z każdym, radosna, wszędobylska gdy działa, skupiona i uważna gdy słucha. Jacek – to spokój, dobroć i opanowanie, okraszone pięknym, głębokim głosem. Idealnie nadaje się do prowadzenia imprez, dlatego zapowiadał i prezentował zaproszonych gości. A była ich w tym roku rekordowa liczba. W ubiegłym roku do grona organizatorów dołączył również poeta – Włodzimierz Szymczewski

Na początek goście główni; poeci z różnym stażem i dorobkiem: Danuta Perier-Berska z Krakowa, Gabriela Szubstarska z Gdańska, Beata Patrycja Klary z Gorzowa, Marta Jurkowska z Olkusza (jeszcze przed debiutem) i Krzysztof Tomanek z Tarnowskich Gór z debiutancką książką Zaimek tutaj. Każdy z gości głównych, w krótkiej dziesięciominutowej prezentacji swojej twórczości. Były poetyckie miniatury Danuty Perier Berskiej. Były przejmujące Geny Beaty Patrycji Klary. Były prawdziwe jak fotografia, oszczędne i świetnie skrojone wiersze Krzysztofa Tomanka. Po prezentacjach gości głównych przyszła pora na przypominających się. To uczestnicy poprzednich edycji: Barbara Dziekańska, Cezary Sikorski, Jacek Sojan, Teresa Rudowicz, Izabela Fietkiewicz –Paszek, Katarzyna Macios, Sławomir Matusz, Jan Mińuk, Włodzimierz Szymczewski, Natalia Zalesińska, Janina Szołtysek, Łucja Dudzińska, Marcin Rokosz, Zenon Dytko, Jacek Dudek, Bogumiła Jęcek, Barbara Janas – Dudek, Marta Bociek, Joanna Proszowska –Starkowska, Beata Podsiadły, Mirosława Pajewska, Baniel Baca, Dorota Jabłońska (czytał Jacek Sojan). Pomimo, że każdy miał do zaprezentowania tylko dwa utwory, przypominali się do późnych godzin nocnych z przerwą na kapitalny, energetyzujący koncert zespołu Przystanek Na Żądanie.

Wzruszało słuchającą publiczność wiele tekstów. Rozmowy portowe trwały długo, nikt nie myślał o śnie. Niezwykła atmosfera, serdeczność Basi i Jacka, piękne, klimatyczne wnętrze Sztygarski, poezja, muzyka, sugestywne, kolorowe obrazy Kornelii Chojnackiej, których wystawa, zatytułowana Zespół zjawisk ruchowych, towarzyszyła występom, sprawiły, że tęsknię za Chorzowem i odliczam dni do następnego Portu

Teresa Rudowicz

PIJANI POEZJĄ, ZADYMIENI MUZYKĄ – VI edycja Portu Poetyckiego

Uwielbiam Port. Jest to jedna z nielicznych imprez, na której zderzają się różne poetyki i wychodzi naprawdę ciekawa mieszanka. Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. Siedzisz sobie spokojnie, czyjś głos pieści cię słowo za słowem, a po chwili wychodzi ktoś inny i dostajesz wierszem po mordzie. Potem tańczysz przy podeście albo stajesz na głowie.

Ale nie uprzedzajmy faktów.

Obiecałam, że napiszę relację, więc 20 listopada 2010 roku przyszłam do Starego Portu zaopatrzona w długopis i dobre samopoczucie. Papierosowy dym unosił się w powietrzu. Na ścianach wisiały obrazy Stanisława Łakomego. Ktoś rozdawał swoje tomiki, a ktoś inny ulotki, reklamujące tomiki. Przy jednym stoliku sprzedawano arkusze z wcześniejszego Portu, przy innym ręcznie robioną biżuterię. Mąż przyniósł mi piwo.

Chwilę po osiemnastej na scenę weszli Basia Janas-Dudek i Jacek Dudek. Powitali nas krótko i bez zbędnych słów przeszliśmy do poezji. Odwróciłam ulotkę i zaczęłam notować, a na scenie:

1. Mocne wejście Barbary Dziekańskiej z Rudy Śląskiej, czyli pierwszy odcień poezji kobiecej: z jednej strony delikatność i muzyka, a z drugiej „szkło, tyle szkła” i „śmierć w objęciach pająka”.

2. Izabela Fietkiewicz-Paszek z Kalisza i wiersze z „Portretu niesymetrycznego”. Zanotowałam: „kilka brudnych gołębi to nie powód, by tu żyć”, „woda przyjęła dziś kształt twojej dłoni” i „śmierć to naturalny odruch”. Ja, naturalnie, klaskałam głośno.

3. Cezary Sikorski, który dotarł do nas aż ze Szczecina. Czytał jeden wiersz, za to długi, klasycyzujący, z mnóstwem odwołań. Cytat: „wtedy tracimy wszelką miarę, tracimy rym, rytm”.

4. Teresa Rutowicz z Aleksandrowa i powrót do poezji kobiecej. Zanotowałam: „moje kamienie też ciążą”, „zamknę się w cudzysłów”.

5. Natalia Zalesińska z Katowic i kolejny odcień: „zimowy make-up”, „meble zakryte płótnem” i „dziewczyna biegnie po krwi”.

Podsumowując naszych głównych gości: piękna paleta nam powstała, a z niej tęcze. Mnóstwo tęczy. Zamieszała się w to jeszcze muzyka, bo gdzieś pośrodku przedstawiono trzy etiudy – wiersze nieżyjącej już Ewy Wojtkowiak w wykonaniu Basi Janas-Dudek i muzyków Janusza Sorichty i Szandora Goga. Były gitary (akustyczna i elektryczna), pianino i świetna recytacja. Potem jeszcze harmonijka ustna. Jednym słowem: klimat, proszę państwa. Poetycki taki.

Ale to nie był koniec, bo przypomnieli się i namieszali w głowach: Jacek Sojan, Włodzimierz Szymczewski, Sławomir Matusz, Joanna Proszowska-Starkowska, Zenon Dytko, Katarzyna Macios, Barbara Janas-Dudek, Jacek Dudek, Marta Jurkowska, Beata Bigos i Hanna Dikta (a właściwie jej wiersze, czytane przez Sławomira Matusza).

Potem tajemniczy Pan w czarnym kapeluszu (Janusz Sorichta) rozruszał towarzystwo, śpiewając Franka Sinatrę. Przy scenie zrobiło się ciasnawo. Papierosy dymiły jeszcze mocniej. Piwo się lało.

A później? Ktoś leżał na scenie i czytał wiersze. Rozmawialiśmy na straszne tematy. Kornelia Chojnacka (zapamiętajcie to nazwisko!) szkicowała na ulotce, która teraz leży na moim biurku.

Taak, uwielbiam Port. Już czekam na następny.

Joanna Proszowska – Starkowska

 

DZWON – V edycja Portu Poetyckiego
Choć n a wieżach portowych syren wisiały ciężkie, smutne krople deszczu, ich delikatny dźwięk jakby poruszył sumienie słońca, które chwilami rozświetlało chorzowską zatokę poezji. Statki, już bez przeszkód cumowały, a słowa-marynarze wypełniały tawernę Stary Port. Zapach rumu, czy też wina mieszał się ze śmiechem i gwarem rozmów. Temat jeden: ocean, jakim niewątpliwie jest poezja i poeci statki próbujące jemu sprostać. Krótkie powitanie przybyłych gości przez prowadzących wieczór Basię Janas-Dudek i Jacka Dudek oraz na wstępie przekazanie uczestnikom Portu ważnej informacji dotyczącej pomocy w trudnej sytuacji życiowej, dla naszej koleżanki po piórze Aluny czyli Hanny Porazik. Na odzew nie trzeba było długo czekać, pieniążki za zakup portowych zeszytów literackich, jak również ze sprzedaży tomów wierszy Jacka Sojana „Latawiec”, zostały przekazane do wysłania naszej koleżance.
Oficjalną część wieczoru rozpoczęła prezentacja malarstwa Ani Grygierek. Jej żywe, pełne mocnych barw obrazy, raz po raz przykuwały uwagę portowych gości, świetnie później współgrając ze słowami czytanych wierszy. Przygodę poetycką rozpoczął Sławek Matusz, wielokrotnie nagradzany, posiadający wiele publikacji, poeta z Sosnowca, potem kolejno: Katarzyna Zając z Ozimka, Hanna Dikta, urzekały ciekawymi formami metafor, prezentując nagradzane w wielu konkursach poetyckich wiersze, następnie Jacek Dudek wywołał do wierszowania Jacka Sojana z Krakowa, który po raz kolejny został przywitany w Porcie dużymi brawami, a który poprowadził słuchaczy po wersach swoich wierszy pełnych ciepła i mądrości. Każdy z kolejnych gości Portu, Janina Szołtysek z Mikołowa czy Weronika Górska, czytając wiersze tworzyły niewidzialną więź z biorcami magii słowa, w przypadku Janiny, próbującej uwolnić słowo z granicy wnętrza i świata zewnętrznego, czy też magii słowa Weroniki, cichej, skromnej, w konsekwencji trafiającej konkretem sensu kobiecości, a skoro zrobiło się poważnie, lirycznie, wszedł na scenę poezji Dawid Koteja i zmienił nastroje, prezentując wiersze slamerskie, pełne ironii, zabawy skojarzeniowej… śmiech wypełnił Port. Z poza listy gości, zaprezentowała swoje wiersze Łucja Dudzińska z Poznania, wpłynęła do naszego portu wprost z rozstrzygnięcia konkursu poetyckiego „Miłość niejedno ma imię” w Katowicach, gdzie zdobyła nagrodę. Prezentację wierszy zaproszonych gości, spełnił do końca Łukasz Waga z Bytomia, zajmując słuchaczy tematyką inspirowaną wieloma podróżami po krajach postradzieckich, afrykańskich, czy Bliskiego Wschodu…..kilkanaście minut przerwy, prawie tyle, aby mógł się zainstalować zespół, Przystanek Na Żądanie z Krakowa, gość muzyczny naszego Portu Poetyckiego. W drugiej części wieczoru przypomnieli swoje wiersze poeci poprzednich edycji, jako pierwsza wystąpiła Beata Podsiadły, która zanim zaprezentowała wiersze, jeszcze raz przypomniała o Portowej akcji pomocy dla Hanny Porazik (Aluna) i dalej, Mira Pajewska, Włodzimierz Szymczewski, Beata Bigos, Zenon Dytko, Barbara Janas-Dudek, Jan Mięciuk, Marcin Rokosz, Joanna Proszowska-Starkowska, Jacek Dudek oraz spontaniczny gość z Bytomia, Karolina Opara. Nadeszła pora muzyczna, próby instrumentów, głosów…..Przystanek Na Żądanie, początek spokojny, liryczny, potem coraz mocniej, niemal rockowo, a dzięki tekstom Jacka Szczepańskiego, Macieja Talika czy Basi Janas-Dudek, muzyka nie tylko porywa do tanecznych pląsów, ale i zamyśla, dopełnia piękno słowa. Po brawach, bisach, zespół schodzi ze sceny i przysiada się do rozmów miedzy poetami, minie parę godzin, zanim nasyceni dyskusjami portowi goście, uderzając w portowe dzwony oznajmią czas rozstania i spontanicznych obietnic zacumowania poetyckich statków w listopadowym Porcie Poetyckim. Do zobaczenia zatem na VI edycji Portu Poetyckiego w Chorzowie.

Jacek Dudek

 

SWOBODNA RELACJA GOŚCIA STAREGO PORTU W CHORZOWIE – IV edycja portu Poetyckiego

fakt, nieco spóźniliśmy swoje przybycie, ale kto jechał przez Śląsk ten wie,gdzie jest prawdziwy trójkąt bermudzki – zabranie Karoliny (Espeny Sway) z Gliwic do Chorzowa okazało się nieoczekiwanie zamkniętą pętlą czasu, z którego tylko wrodzona inteligencja kierowcy zdołała nas wyrwać i wrócić rzeczywistości ( jeśli sądzicie że nawigator samochodowy mu pomagał, to odpowiem rzeczowo – przeszkadzał) wot tiochnika, psiakrew!;
nie ma tego złego, a na nas krakusów nie ma siły ( poza kobietami, winem – no dobra Michał – niech Ci będzie -pi… i poezją) i dojeeechaliśmy, we mgle, w niepokoju, w nadziei że jednak dotrzemy (wiara podnosi kielichy!) – więc weszliśmy…
Stary Port usytuowany jest gdzieś na rogu, tuż przy parkingu (wiadomo – poeci przybywają dziś na mechanicznych qniach);
to duży lokal z wyszynkiem, w którym – o zgrozo! gdzie jesteś Wulkanie – nie ma wina;
rozumiem, na Śląsku nie piją wina – więc wiem, dlaczego przeznaczenie wskazało na Kraków jako miejsce mojego urodzenia;
ale , że jestem NSZZ – miałem przy sobie dające życie płyny umysłowe (patrz „Biesiada” Platona);
a zatem, wyszynk z deficytem cywilizacyjnym, kilka zadymionych (jak to tylko możliwe na Śląsku) pomieszczeń pełnych ludzi na luzie
i w końcu właściwe – duże pomieszczenie w kształcie rozwartej litery L równoramiennej, a w niej (!!!)
mnóstwo zainteresowanych poezją i muzyką siedzących przy stolikach;
frekwencją to spotkanie z poezją zawstydza gród podwawelski, gdzie (podobno) znajduje się stolica kultury polskiej…
tak! to może zaimponować nawet krakusowi;
i to serdeczne przywitanie ze strony gospodarzy Portu – Basi Janas Dudek i jej męża Jacka prowadzącego w sposób profesjonalny (rzeczowy, spokojny) całe spotkanie;
fakt – zaraz po wejściu na salę miałem czas jedynie założyć na nos okulary i już byłem wezwany do spowiedzi poetyckiej –
spontaniczne reakcje sali, mnie czytającemu, dała jedynie ostrogi do jakże otwartej prezentacji;
po swoim wystąpieniu i pozostałych gości miałem okazję poznać wiele osób znanych mi jedynie z nicków na rozmaitych portalach – przeżyłem wiele zaskoczeń wizualnych i intelektualnych (bardzo pozytywnych) w tych bezpośrednich kontaktach z osobami mającymi odwagę być dzisiaj poetami;
przyznam się do jednego – będę czekał na ponowne zaproszenie jak na wielką i niezasłużoną nagrodę;
dziękuję Ci Basiu i Jacku za gościnę w Chorzowie – prowadźcie swój ogródek poetycki z tym samym rozmachem i serdecznością, która czyni z Portu chorzowskiego prawdziwy pałac sztuki ale i dom przygodnych poetów świata;
Pomyślności!
🙂
Jacek Sojan

 

A BYŁO TAK – III edycja Portu Poetyckiego
W zakamarki Tawerny Stary Port wpływali kolejni pasjonaci poezji, muzyki i słowa. Z minuty na godzinę stoliki wypełniały się kolejnymi dłońmi.Pobrzękiwały lampki wina, a w koło rozbrzmiewały szepty o sztuce.Klimat był wyjątkowy, bo wyjątkowi goście zasiedli przy literackim stoliku. W pierwszej części przypomnieli się twórcy wcześniejszych edycji Portu. Włodzimierz Szymczewski, Joanna Proszowska – Starkowska,Marta Bociek, Zenon Dytko, Beata Bigos, Marcin Rokosz, Mirosława Pajewska oraz poetyckie małżeństwo Janasowo – Dudkowe. Powietrze przesiąkało delikatnością i spokojem. Na twarzach słuchaczy malował się uśmiech, melancholia a czasem zakręciła się łza, która spadła nierozważnie w czerwone wino Sokratesa. Listopad okazał się być łaskawym gospodarzem wieczoru. Kiedy za plecami jeszcze słychać było zaduszkowy klimat, Tawerna z szacunkiem uniosła go na rękach. Po prezentacjach wspomnieniowych, wystąpił zespół krakowski Małe Ważne Sprawy. Tym razem liryka ubrana w nuty wydobywała się spod rąk i z ust naszych muzyków. Aż nastał moment podniosły, wyczekiwany… Na scenę wkroczyli goście główni. A są to poeci wyjątkowi. Poeci wielokrotnie nagradzani w konkursach literackich, posiadający w swym dorobku wiele publikacji i tomów wierszy. Poeci wrażliwi na emocje drugiego człowieka. Majka Łokaj, która na długi czas oddaliła od siebie słowo, zgodziła się po kilku latach nieobecności poetyckiej uraczyć nas delikatnością swojej poezji. Grzegorz Derner wpłynął z portów północy na spokojne wody chorzowskiego portu, oczarowując nie tylko literackimi opisami niewiast, ale i męską barwą wewnętrznych krajobrazów. Aleksandra Słowik zahipnotyzowała gości ciepłem i delikatnością głosu, jak również naturalnością, dokładnością i szczegółem słowa. Zaprezentowała poezję pełną przemijania, młodości i wiary, że najpiękniejsze zdarzy się na pewno. Elżbieta Brygida Prażmo, subtelnie balansowała emocjami. Spod okularów przenikliwy wzrok jakby wyłapywał niewidzialne cząstki wrażliwości i układał je w zdania. Publiczność nie pozwalała jej zejść ze sceny. Nawiązał się niewerbalny, poetycki kontakt pomiędzy światem autorki i widowni. Chyba pierwszy raz doświadczyłam bisów poetyckich…. i w tym szczególnym momencie drzwi Tawerny otwarły się i ujrzeliśmy naszych krakowskich przyjaciół. Jacka Sojana, Michała Krzywaka i, tu niespodzianka, która sprawiła wiele radości, Karolinę Kułakowską. Rozlano kolejne lampki Sokratesa i Jacek Sojan zasiadł za poetyckim stolikiem. Prostota i mądrość wersów balansowała pomiędzy radością i wzruszeniem. To najwyższa szkoła,dotrzeć do słuchacza w sposób pozbawiony blichtru. Jego włosy delikatnie opadały na jakże ciepłe spojrzenie, wypuszczały niewidoczne wici, wplatając słuchaczy w świat poezji szlachetnej, obranej z najdrobniejszych pyłków. Po trudzie podróży przypomniał się również Michał Krzywak z wierszem szorstkim i męskim. Miejskie krajobrazy wtargnęły, pod postacią wersów, w zakamarki Tawerny i rozsiadły się wygodnie wśród publiczności. Karolina Kułakowska swoją młodością i świeżością rozjaśniła Port. Malarskie pociągnięcia wierszy stały się znakomitym połączeniem z wystawą prac malarki Katarzyny Macios, która oderwała szczegół od rzeczywistości, umieszczając ją w przestrzeni własnego przeżywania świata, w którym przedmioty codziennego użytku zaczynają żyć drugim życiem na obrazach. Można by pisać i pisać, bo coraz to nowe doznania, bodźce trafiały w nas słuchaczy. Jedne gościły dłużej, inne ulatywały w przestrzeń i wylewały się ze Starego Portu na opustoszałe ulice Chorzowa. Po części głównej, jeszcze raz wysłuchaliśmy koncertu Małych Ważnych Straw i rozpoczęły się długie rozmowy, nie tylko o sztuce, ale i o życiu – tym codziennym, niejednokrotnie trudnym do ogarnięcia przez wrażliwe wnętrza poezji. Takich wieczorów się nie zapomina. Żyją w nas i żal chwyta, że to już koniec, że trzeba wrócić w szarość, której w takich momentach bliżej do bieli.

Barbara Janas – Dudek

 

POETYCKA TAWERNA – II edycja portu Poetyckiego

Dobrze, gdy na poetyckiej mapie pojawiają się nowe miejsca. Do znanych nam
( i ważnych ) miejsc w naszym regionie, takich jak m.in.: Klub Promocji Poetyckich, od 16 lat działający w Chorzowie – Batorym, Klub Literacki Barwy w Rudzie Śląskiej, obchodzący w tym roku jubileusz 25 – lecie, czy – legendarny już Mikołów z Instytutem Wojaczka ( i sławną Dziurą ), dołączyła urokliwa tawerna Stary Port w Chorzowie, gdzie odbyły się już dwie edycje Portu Poetyckiego.
To nic, że nazwa brzmi znajomo. Wciąż nie dość poetyckich portów i – dobrze by były różnorodne, przekraczające granice miast, miejsc, przyzwyczajeń. Nie zamykające się w obwarowanych jak fortece kręgach, gdzie przynależy się czasem według niejasnych reguł, a kryterium przekroczenia magicznej linii jest często pozaliterackie.
Cieszymy się, że chcieli do nas przyjechać poeci z Krakowa, zaproszeni przez organizatorów (Barbarę Janas – Dudek i Jacka Dudka ), z którymi wcześniej nawiązali kontakt przez Internet. Zaowocowało to poetyckimi spotkaniami w Chorzowie i Krakowie. Z przyczyn losowych w czerwcu z Krakowa przyjechał tylko „Przystanek Na Żądanie”. W mrocznych wnętrzach tawerny, salkach pełnych żeglarskich klimatów, robiło się coraz ciaśniej w ten czerwcowy wieczór.

Przez wiele lat przechodziłam obok przewrotnego graffiti „ Chorzów domaga się dostępu do morza”. No i proszę, mamy tawernę, będzie i morze…
Na razie goście wynurzyli się spod estakady i wchodzili na pokład. Poetom sprzyjał stojący na stole obok wierszy słoik ogórków, znak sponsora, w pierwszej edycji były tam pomarańcze. Pełna wdzięku sierotka lub brązowy kapturek, czyli Barbara Janas – Dudek krążyła wśród zebranych, częstując szczodrze, z szykownego koszyczka, zeszytami z wierszami naszych poetów i gości. Po poetyckich prezentacjach, odbieranych żywo, spontanicznie, wszyscy się rozśpiewali i roztańczyli z śpiewającym poezję zespołem Jacka Szczepańskiego „ Przystanek Na Żądanie „.

Mirosława Pajewska

 

 

NARODZINY – I edycja Portu Poetyckiego

Jest kwiecień, maj na karku, a dokładnie 2009-04-26. Czy można wyobrazić sobie lepszą porę dla ludzi „pozytywnie zakręconych?. Pełnych energii, pasji do tworzenia czegoś wspaniałego, czegoś, co pozwala oderwać się od szarej codzienności. Dziś z całą odpowiedzialnością stwierdzam – świat bez takich osób byłby bardzo ubogi, drętwy jak doniesienia prasowe w stylu, – kogo bardziej obgaduję Dodę czy Majdana?.
Na szczęście są wśród nas tacy ludzie jak Barbara Janas-Dudek i Jacek Dudek. To za ich sprawą w ową kwietniową sobotę Tawerna Stary Port otworzyła podwoje dla Portu Poetyckiego, jego pierwszej edycji.
Jest godzina 18-ta. Na stołach kołyszą się płomienie świec, pomrukują instrumenty krakowskiej „kapeli” – Przystanek Na Żądanie. Mogę się tylko domyślać, iż Basi i Jackowi, gdzieś tam w piersiach rwały się skrzydła i pulsowało pytanie – jak to będzie?
Niepotrzebnie. Z pierwszym czytanym wierszem odnosiło się wrażenie, że nie tylko goście, ale i każda cegła tawerny słuchała słów płynących z ust kolejno występujących poetów. Różnorodność poetyki autorów sprawiła, że każde odkrywało coś nowego, niepowtarzalnego. I taki właśnie był ten kwietniowy wieczór, podczas, którego nawet serce dzwonu zawieszonego nad barem Tawerny Stary Port w Chorzowie zamarło z wrażenia.
Na zaproszenie organizatorów pełną gamę kolorów odsłonili nam swoimi wierszami :
Agata Lebek, Marcin Rokosz, Adam Maria, Maciej Talik, Mateusz Daniec, Michał Krzywak, Piotr Pilarski, Barbara Janas-Dudek, Jacek Dudek oraz moja skromna osoba.
Wieczór uświetniła grupa muzyczna Przystanek Na Żądanie.
Włodzimierz Szymczewski